TyfloPrzegląd Odcinek nr 353
Pobierz napisy w formacie SRT
Pobierz napisy w formacie VTT
Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego prezentuje
TyfloPodcast
W tym tygodniu w TyfloPrzeglądzie
Wrażenia z hokeja na lodzie dla niewidomych
ZeroStudio, nowe środowisko do nagrywania dźwięku dla urządzeń Apple
MyWay Pro 2.0, jak Seeing Assistant Go, ale z jeszcze prostszym interfejsem
WingAccess, sterowanie mikserem Behringer WING z komputera
Wiemy więcej o urządzeniu Tami Glasses
Dodatek NVDA do obsługi polskich serwisów VOD
SSI Speech ze wsparciem dla polskiego BrailleNote
MultiFocus Agent, dostęp do informacji w wielu miejscach naraz
Accessible Messenger
BlindRSS na Androida
Wszystko to, a pewnie jeszcze więcej już za chwilę. Zaczynamy!
TyfloPrzegląd jest audycją prowadzoną na żywo, więc serdecznie zachęcamy państwa do współtworzenia go razem z nami.
Oczekujemy na wiadomości głosowe na WhatsAppie oraz połączenia telefoniczne pod numerem 663-883-600
Powtarzam, 663-883-600
Oraz zapraszamy państwa do wyrażenia komentarzy w formie tekstowej poprzez formularz na stronie kontakt.tyflopodcast.net
lub z poziomu aplikacji TyfloCentrum dostępnej na systemy Windows, Android oraz iOS.
Odczytujemy również państwa wypowiedzi zamieszczone pod transmisjami na Facebooku i YouTubie.
Dwudziesty dzień października dwa tysiące dwudziestego szóstego roku.
Mamy wtorek i zaczynamy trzysta pięćdziesiąte trzecie wydanie TyfloPrzeglądu.
Ta audycja, to dziś się zastanawialiśmy, czy w ogóle się odbędzie.
Bo, że tak powiem, ilość prowadzących zmieniała się jak w kalejdoskopie, ale jesteśmy.
Co prawda w składzie skromnym, we dwóch, ale jesteśmy.
Ja nazywam się Michał Dziwisz, a po drugiej stronie Paweł Masarczyk.
Witajcie.
Tak, i udało nam się tojowo zgromadzić. Trochę mamy dla was informacji.
No, a jak wy jeszcze dołożycie do pieca, to na pewno będzie tego jeszcze, jeszcze więcej.
A zatem, skoro wiecie już jak się z nami kontaktować, no to ten temat mamy rozjaśniony,
a teraz możemy, myślę, przejść do rzeczy.
A zaczynamy od sportu. Wszak sport to zdrowie.
Na przykład hokej. Hokej na lodzie w dodatku. I to jeszcze dla niewidomych.
Pawle, próbowałeś?
Poniekąd tak, ale można było bardziej. Problem jest w czymś bardziej podstawowym,
że ja nie umiem jeździć na łyżwach, ale zacznijmy od początku.
Myślę, że warto wspomnieć o tym, że cała historia zaczęła się w roku 1946 w Kanadzie,
ale historia, która sprawiła, że mogę dziś o tym opowiedzieć, zaczęła się na targach
SightCity, bo to tam pojawiła się po raz pierwszy w tym roku Międzynarodowa Federacja Hokeja
na Lodzie Niewidomych, reprezentowana przez prezesa Matta Morrowa z Kanady,
który to stwierdził, że chcieliby, pewnie nie on sam, ale cała federacja,
chciałaby pozyskać nowych członków, chciałaby rozwinąć całą dyscyplinę sportu
na inne kraje niż te kilka krajów, które do tej pory tam rozgrywa.
Problem polega na tym, że po prostu jest za mało krajów, żeby rozegrać na tyle sensowne mistrzostwa,
żeby zakwalifikować ten sport do sportów paraolimpijskich.
Podobno trzeba do tego 8 krajów w jakiejkolwiek dyscyplinie sportowej.
To jest też coś, czego nie wiedziałem.
No i jednym z tych krajów miały być też, mają być Niemcy, no to też dlatego SightCity,
dlatego, że to jest też największe, takie największe wydarzenie w Europie.
No i dość oczywistym, zdaje się, wyborem też okazały się Czechy.
No wszak Czechy i Słowacja z hokeja na lodzie już od wielu, wielu dziesięcioleci słyną.
I taki pomysł się pojawił, żeby też spróbować rozwinąć tę dyscyplinę sportu w Czechach.
No więc ja dowiedziałem się o tym przez podcast Téčko Plus, o którym już niejednokrotnie wspominałem
i dowiedziałem się, że w Pradze ma być taki weekend zapoznawczy właśnie z hokejem na lodzie osób z dysfunkcją wzroku.
Zwanym potocznie blind hokejem, czy też blind ice hokejem.
No i stwierdziłem, że kurczę, co mi szkodzi, Praga daleko, w sumie z Wiednia aż tak nie jest, na weekend można się wybrać.
No i zobaczyć o co ho, mówiąc potocznie, żeby w sumie Wam o tym troszeczkę opowiedzieć.
No i co mogę powiedzieć? Tak jak już wspomniałem, żeby grać w hokeja na lodzie trzeba umieć jakkolwiek poruszać się na łyżwach.
I to był mój podstawowy problem. Ja na łyżwach stałem raz w życiu, 15 lat temu.
Skąd ja to znam? Podobnie miałem raz jeden w życiu i tak nie spodobało mi się na tyle, żeby to jakoś kontynuować.
Jak daleko doszedłeś w tej przygodzie, Michale, albo co Cię zatrzymało?
Wiesz co, jakoś bardzo, bardzo niepewnie, niestabilnie się czułem tak naprawdę. Ale to podejrzewam, że brak, kompletnie brak praktyki.
Być może dałoby się to jakoś okiełznać, ale naprawdę nie było to coś, co w ogóle w jakikolwiek sposób mnie zafascynowało.
Wow, że teraz będzie fajnie, będzie można sobie na łyżwach pojeździć. No jakoś nie.
A oderwałeś się od bandy czy cały czas przy bandzie?
Wiesz co, to było nawet nie na lodowisku, to było jeszcze, proszę ja Ciebie, takie czasy i były to takie czasy, początek lat dziewięćdziesiątych,
że to wtedy to tam o lodowisku to się raczej mało komu śniło, zwłaszcza w takim miejscu jak Iława. Jezioro, proszę Pana, było zamarznięte.
Ojej, to głęboka woda, można by powiedzieć, szczerze zamarznięta.
Dosłownie, dosłownie. Więc pamiętam, że wspierałem się tam na którymś z rodziców, zdaje się, to jakoś tak było.
No tak.
No ale nie, nie próbowałem tego więcej.
No wiesz, u mnie już było to troszeczkę w późniejszych czasach, bo to był rok, zdaje się, dwa tysiące jedenasty i byłem na lodowisku.
No i wtedy dużo więcej niż banda nie osiągnąłem.
I tutaj w Pradze miałem troszkę podobny początek do Ciebie, bo najpierw troszeczkę banda, swoją drogą czeskie słówko na bandę to jest mantinela, gdyby ktoś pytał.
No w życiu bym nie wpadł.
I jeździłem wokół tej bandy, po czym pozwoliła mi się jedna z instruktorek przytrzymać czy to rąk, czy ramion.
Ramiona polecam bardziej, bo bardziej stabilnie człowiek się czuje i też wygląda to ponoć bardziej, oczywiście no wiadomo, nie, ale to w stronę tańca idzie nawet już takiego troszkę na lodzie.
Natomiast fantastycznym rozwiązaniem jest tak zwany chodzik.
Chyba to się nazywa chodzik, nie wiem, szczerze mówiąc, bo nie wiem jak po polsku nazywa się to urządzenie.
Zwykła metalowa troszkę barierka, którą się stawia na lodzie, troszkę jakby ktoś urwał kawałek trzepaka.
I popycha się to przed sobą i trzyma się oburącz i dzięki temu jest taka stabilna podpora i można to gdzieś tam po tym lodzie przed sobą popychać i no nie mieć tej obawy, że się człowiek nagle przewróci.
I to co jest ważne w jeździe na łyżwach to jest to właściwe poruszenie nóg.
Otóż na łyżwach jeździ się najlepiej na ugiętych kolanach.
I kiedy już się te kolana ugnie, to ważne jest to, żeby jedną nogą, obojętnie którą, to znaczy to można zmieniać, powinno się te nogi regularnie zmieniać.
Nie wiem, czy co jedno przesunięcie, czy co więcej, ja to sobie różnie robiłem.
Przesuwać tak energicznie do przodu, żeby nabierać tego rozpędu, żeby ta łyżwa tak się ślizgała po tym lodzie.
A prawą wykonywać taki ruch od siebie, taki odstawny, nie wiem czy kiedyś tańczyliście krakowiaka, ja kiedyś tam próbowałem coś tańczyć.
Więc tak się dostawia, tak, że noga w prawo i dostawia lewą, noga w prawo.
To tą nogę w prawo się robi, ale tak zdecydowanie, tak jakby się chciało tą łyżwą przeciąć ten lód, odciąć sobie jakby kawałek ciasteczka, jakiego tortu.
Czyli przesuwam tą zdecydowanie łyżwą po lodzie tym ostrzem w prawo.
I w tym momencie, jak się robi to już tak dość sprawnie i energicznie i zdecydowanie, to się nabiera nawet takiej sensownej prędkości po tym lodzie.
No i to jest taka podstawa, którą warto załapać, żeby po tym lodzie się jakkolwiek przemieszczać.
I co się dzieje potem? No potem dzieje się to, że mamy sobie kija hokejowego, mamy sobie krążek, który to w wersji dla niewidomych jest troszeczkę większy i jest metalowy.
Więc on jest troszkę też cięższy i ma w sobie chyba 8 czy 6 takich ołowianych kuleczek, więc jak ten krążek sobie śmiga po lodzie i my go odbijemy tym kijem,
no to on wydaje taki dość charakterystyczny odgłos, trochę takie grzechotanie tych kulek, a trochę jest też głośności nabitej dynamiki przez to uderzenie.
Więc ten sport jest niesamowicie głośny. My byliśmy też na takiej bardzo pełnej echa hali na tym lodowisku.
Chyba generalnie takie obiekty sportowe charakteryzują się bardzo często dużym, dużym pogłosem.
Tak, tak, tak. No i po prostu się to odbija między uczestnikami. Gdzieś oczywiście są wokół tego całe zasady, kiedy można, kiedy nie można itd.
Kiedy ktoś chce, żeby do niego podać krążek, uderza się kijem o lód, żeby ta druga osoba grająca słyszała.
No i celem jest przepuścić przez bramkę, są dwie bramki, ten krążek tak, żeby bramkarz się nie połapał i wpuścił.
I teraz zaczyna się cała zabawa, bo hokej na lodzie dla niewidomych stosuje też, i tu pewnie mądrzejsi ode mnie są w stanie się wypowiedzieć,
punktację tej organizacji IBSA, czyli International Blind Sports Association, Międzynarodowe Stowarzyszenie Sportów Osób Niewidomych.
Chyba tak. W którym to osoba całkowicie niewidoma to kategoria B1 i potem to idzie w dół do chyba aż B3.
Tam kwestia jest tego, ile się jeszcze procent wzroku posiada. 5% to jest B2 i tam cała reszta B3.
I każdy gracz, znaczy każda kategoria graczy jest osobno punktowana. Od B1, która ma 1 punkt do B3, która ma chyba 3 czy 4 punkty.
I zasada jest taka, że w jednej chwili na lodowisku, w każdej drużynie, może być maksymalnie 14 punktów.
Drużyna składająca się punktacyjnie na 14 punktów. Bramkarz musi być niewidomy, cała reszta, to jest właśnie ten główny temat.
Podobno osoba niewidoma może grać na każdej pozycji, tak twierdzi przedstawicielstwo tej międzynarodowej organizacji, która za tym sportem stoi.
Wielu uczestników, ja nie doszedłem na tyle daleko, żeby się autorytatywnie samemu wypowiedzieć i przekonać się na własnej skórze, jakie mogą być trudności.
Większość uczestników nie była jakoś do tego przekonana, że można być takim napastnikiem czy obrońcą, nie widząc zupełnie nic.
Z uwagi na to, że lodowisko jest dość szerokie, dzieje się dość dużo, no fajnie, że słychać krążek i słychać te kije,
ale sport jest na tyle szybki i dynamiczny, że bardzo trudno, chyba że ktoś może ma bardzo, bardzo już dużo doświadczenia jako bramkarz,
gra w to już latami i już się jakoś orientuje może na jakimś swoim lodowisku, nie wiem, żeby ogarniać, co się w tym sporcie dzieje.
No więc pytanie może paść, dlaczego to się w ogóle nazywa blind i tak dalej. Podobno historia jest taka, tutaj rok 1946 może być jakąś podpowiedzią,
że to jest sport, który powstał dla profesjonalnych graczy w hokeja, którzy zaczęli tracić wzrok, przypuszczam, że z uwagi na działania wojenne w II wojnie światowej,
żeby mogli jakkolwiek jeszcze pozostać w tym sporcie w jakiejkolwiek formie. I rzeczywiście to by się zgadzało z moim doświadczeniem,
bo ponoć nie tak mało było osób, ja mieszkałem w pokoju hotelowym z jedną z nich, przyszło tam właśnie, bo kiedyś grali w hokeja,
ale nawet byli trenerami, ale no z wiekiem wzrok się zaczął pogarszać i usłyszeli, że się da i oni sobie pograją. Ale jeszcze coś widzą.
Także no ta osoba, która ze mną mieszkała w hotelu, no widziała na tyle, że była w stanie mnie po prostu prowadzić.
Także no jest to dość sporo tego wzroku. No i były nawet rozegrane takie podstawowe jakieś mistrzostwa, nie wiem, dwóch drużyn w ramach tych osób,
które jakoś tam się już na tyle poogarniały, że w tego ice hokeja były w stanie rozegrać jakiś sensowny mecz.
No i wiem, że bramkarz jednej z drużyn był niewidomy, więc na tyle mu się spodobało. Ponoć już miał też jakieś doświadczenie wcześniej z łyżwami.
No i sobie zagrał. Także no można sobie rozsądzić, komu dedykowany jest ten sport.
Też gdzieś można myślę znaleźć zasady. Ja podlinkowałem stronę czeską wydarzenia oraz oficjalną stronę federacji, tą po angielsku.
Dla szybkiego jeszcze przejrzenia faktów, to jest sport, który w Kanadzie jest rozgrywany właśnie od 46.
Ale jakiekolwiek inne, bardziej takie światowe rozgrywki i jakieś światowe rozpoznanie tego sportu zaczęło się dopiero w 2010, czyli całkiem niedawno.
W Europie taką najbardziej chyba zaangażowaną w ten sport drużyną jest Finlandia. Gra też ponoć Szwecja. Gra też ponoć Rosja.
No i Stany Zjednoczone, Kanada. I chyba Wielka Brytania w ogóle też. Także gdzieś to się poszerza.
Federacja jest jak najbardziej zainteresowana rozszerzeniem tego na inne kraje, na Polskę również, gdyby ktoś był zainteresowany podjęciem się, no nie wiem, prezentacji, rozpropagowania tego sportu.
Hokej chyba na lodzie u nas w Polsce nigdy szczególnie jakąś popularnością się nie cieszył. To bardziej skoki narciarskie albo biegi na nartach, ale nie hokej.
Niemniej jednak jest to jakiś sport, ktoś w niego może grać. No i kto wie, może wśród naszych słuchaczy są osoby, które poczuły się tym w jakiś sposób zachęcone.
Ja się postaram w najbliższej przyszłości, też jak już organizatorzy uporają się z przemieleniem materiału foto i wideo, wrzucić wam jakieś nagranie, żebyście troszkę posłuchali jak brzmi taka typowa rozgrywka akustycznie blind hokeja.
I jak bardzo jest głośna.
Tak bardzo jest głośna. No i może też będzie to jakaś zachęta albo inaczej, no bo to różnie może być. W każdym razie ja uważam, że była to ciekawa przygoda.
Fajnie było znowu czegoś nowego się dowiedzieć. No i tak przynajmniej wiemy czym jest hokej na lodzie dla niewidomych i że w ogóle jest.
Tak jest. A teraz przechodzimy do tematu dźwiękowego.
Otóż będzie o ZeroStudio, o czymś takim co ukazało się niedawno na portalu AppleVis, Meriç Karaca, Karacza? Nie wiem szczerze powiedziawszy jak wymawiać imię i nazwisko tego człowieka.
W każdym razie jest to człowiek stojący za marką ZeroVisionLabs, zaprezentował aplikację ZeroStudio.
Jest to przeznaczone na systemy iOS, iPadOS oraz macOS narzędzie do nagrywania podcastów i wielościeżkowej edycji audio, które zaprojektowano z myślą o twórcach niewidomych i słabowidzących.
Jak informuje autor na forum AppleVis, głównym założeniem programu było połączenie w jednym miejscu funkcji nagrywania, montażu wielościeżkowego, nakładania efektów, zarządzania biblioteką dźwięków oraz eksportu.
Oprócz wizualnej osi czasu, aplikacja udostępnia kontrolki także numeryczne oraz akcje czytnika ekranu VoiceOver, dzięki czemu praca z dźwiękiem nie wymaga przeciągania fali dźwiękowej na ekranie, co jest zresztą dość typowe dla innych aplikacji tego typu.
No tak, tylko ja będę miał kilka swoich spostrzeżeń na ten temat, natomiast te spostrzeżenia może za czas jakiś, bo na razie to pozwólcie przeczytam dalej informacje o tym narzędziu, żebyście w ogóle wiedzieli co właściwie my tutaj mamy.
Oś czasu w ZeroStudio, mamy zarówno na tej osi czasu widok fali dźwiękowej, jak i listę klipów. Dzięki etykietom VoiceOver, informacjom o stanie, nawigacji po klipach oraz nazwanym akcjom użytkownik może zaznaczać, przesuwać, dzielić, duplikować, edytować fragmenty nagrań bez konieczności wizualnego operowania na wykresie.
Czasy rozpoczęcia oraz granice edycji można wpisywać numerycznie z granicą i z dokładnością do trzech miejsc po przecinku. Krok przesunięcia da się ustawić na 1 milisekundę, 10 milisekund, 100 milisekund lub 1 sekundę. Z kolei gesty regulacji w VoiceOver pozwalają na zmianę głośności w krokach co 1%.
Wzmocnienie gain dla pojedynczego klipu można regulować w zakresie od 0 do 400%, a dla całej ścieżki od 0% do 200%, co pozwala zarówno ściszyć materiał, jak i podbić ciche nagrania.
Podczas pracy dostępny jest odsłuch podglądowy, funkcje wyciszania mute i odsłuchu pojedynczych ścieżek, czyli solo, a także znaczniki rozdziałów, zapętlanie i regulacja prędkości odtwarzania.
Wersja na komputery Mac obsługuje skróty klawiszowe obejmujące m.in. tworzenie projektu, zapisywanie, cofanie i ponawianie czynności, odtwarzanie, nagrywanie, dzielenie, duplikowanie oraz dodawanie znaczników.
Materiał można nagrywać bezpośrednio do projektu z opcją wstrzymania i wznowienia lub zaimportować z gotowych plików. Na telefonach iPhone i tabletach iPad program korzysta z systemowych kontrolek routingu audio od Apple, natomiast natywna aplikacja dla systemu macOS posiada własny wybór urządzeń wejściowych i wyjściowych.
Edycja jest nieniszcząca. Oryginalne pliki zachowywane podczas przycinania i dzielenia zostają na dysku naszego urządzenia. Dostępna jest funkcja blokowania klipów chroniąca przed przypadkowym przesunięciem, podziałem lub usunięciem, a także płynne przejścia fade oraz regulowane crossfade.
Przed utratą pracy chronią funkcje automatycznego zapisu, zachowywania wersji projektu, narzędzia do odzyskiwania przerwanych nagrań oraz możliwość przywracania niedawno usuniętych projektów.
Synchronizacja między urządzeniami może odbywać się przez wybrany folder w usłudze iCloud Drive. Program zawiera 100 wbudowanych efektów dźwiękowych i dżingli muzycznych od Kenney udostępnianych na licencji Creative Commons w wersji 0 z możliwością wykorzystania komercyjnego i działania w trybie offline.
Wśród nich znajdują się odgłosy uderzeń, kroków, efekty science fiction, dźwięki interfejsów oraz przejścia muzyczne. Dodatkowo twórca przygotował 15 filtrów audio. No i tutaj mamy różne te filtry, na przykład mamy hel, czyli jakbyśmy się helu nawdychali, więc ten głos się staje taki podwyższony.
Deep voice, głęboki głos, więc zapewne obniżony. Robotik, metaliczny robot. Odgłos, a właściwie taki filtr to jest prawdopodobnie jakbyśmy rozmawiali przez telefon, słuchali radia. Megafon, warm voice i bright voice, czyli ciepły i jasny głos.
Podbicie basów, jest też room reverb, czyli taki jakiś pewnie pogłos symulujący jakiś pokój na przykład, albo innego pomieszczenia. Jest echo, chorus, tremolo, bramka szumów. Filtry można nakładać na cały klip, wybraną ścieżkę lub ograniczyć ich działanie do konkretnego przedziału czasowego, regulując ich intensywność i łącząc je ze sobą.
Użytkownik może też budować własną, niezależną od pojedynczego projektu bibliotekę z czołówkami, dżinglami czy często używanymi nagraniami. Elementy w bibliotece można tagować, wyszukiwać, przycinać i konwertować, a wybrane fragmenty klipów można przesyłać bezpośrednio na określoną ścieżkę i czas w innym projekcie.
Poza podstawowym montażem ZeroStudio oferuje również szereg bardziej szczegółowych funkcji. Jest to automatyka głośności i panoramy stereo z punktami regulowanymi w czasie, wyciszanie muzyki w tle, czyli tak zwana kaczka.
Funkcja bazuje na ułożeniu klipów, a nie na automatycznym wykrywaniu słów. Przetwarzanie kanałów, mono, stereo, tylko lewy, prawy oraz zamiana kanałów, odwracanie dźwięku oraz trwałą zmianę prędkości zmieniającą jednocześnie czas trwania i wysokość dźwięku z zachowaniem oryginału, odwracanie polaryzacji, usuwanie składowej stałej, czyli tak zwanego DC offsetu.
Mamy jeszcze generator tonów testowych o wybranej częstotliwości oraz generator ciszy o dokładnym czasie trwania. Mamy też wyrównywanie do siatki czasowej najbliższego znacznika rozdziału lub kursora odtwarzania, analizę wartości szczytowych i mamy jeszcze też normalizację szczytową sample peak.
Podczas eksportu autor zaznacza, że nie jest to mastering głośności LUFS, to jeszcze też myślę, że warto to uwzględnić. Możemy eksportować pojedyncze ścieżki, możemy eksportować stemy konkretne albo wybrany czas projektu.
Możemy też wyeksportować czas produkcji do pliku CSV z czasami rozdziałów i możemy też eksportować te czasy klipów.
Aplikacja pozwala na import plików audio, wyciąganie ścieżki dźwiękowej z wideo oraz przesyłanie multimediów przez systemowe menu udostępniania z aplikacji zdjęcia, pliki i innych.
Gotowe materiały można eksportować do formatów MP3, OGG oraz wykorzystującego bazę czasową 48 kHz WAV, no bazę czasową, czyli częstotliwość próbkowania.
I mamy co tu jeszcze AAC, AIFF i jeszcze kilka innych formatów, w których można też wybrać częstotliwość próbkowania, można wybrać też sobie tryb mono, stereo oraz przepływność bitową.
Chronione pliki multimedialne nie są obsługiwane.
ZeroStudio wymaga co najmniej systemu iOS albo iPadOS w wersji 17 albo macOS w wersji 14.
Na iPhonie działa w orientacji pionowej, na iPadzie w pionowej i poziomej, a na komputerach Mac oferuje natywny interfejs z paskiem menu.
Dostępne są motywy jasny-ciemny i opcje wyższego kontrastu oraz powiększonego tekstu.
Aplikacja obsługuje dziewięć języków. Mamy tu m.in. angielski, turecki, niemiecki, arabski z układem od prawej do lewej, albański, francuski, włoski, niderlandzki oraz chiński uproszczony.
I teraz ważna uwaga, bo ja sobie tę aplikację przetestowałem i jeżeli macie iPhone’a, na którym macie tylko jeden język, to warto sobie dodać język angielski.
To w ogóle jest coś, co może się przydać w części aplikacji, które mają np. jakieś egzotyczne różne języki, a nie mają języka polskiego.
To warto sobie dodać język angielski jako ten drugi, bo u mnie aplikacja odezwała się, nie wiem w jaki to był język, może turecki, ale w każdym razie taki, którego w ogóle nie rozumiałem.
Natomiast jak dodałem sobie język angielski jako drugi, no to wtedy już to wszystko zaczęło działać, byłem w stanie z tego interfejsu korzystać.
No i teraz tak, aplikacja jest płatna. Kosztuje 449 zł w subskrypcji rocznej.
Jeżeli was ta cena zniechęca, to zanim podejmiecie definitywnie decyzję, że nie, nie warto, no to możecie sobie ją przetestować przez 7 dni.
Ja tak zrobiłem, więc sobie zasubskrybowałem i od razu z tej subskrypcji zrezygnowałem, żeby nie zapomnieć, bo absolutnie tej aplikacji kupować nie mam zamiaru.
I to wcale nie dlatego, że mnie ta informacja o ZeroStudio nie przekonuje jakoś, że nie doceniam działania autora. Nie.
Chodzi o coś zupełnie innego. Próbowałem się trochę wczoraj bawić tą aplikacją, ale to jest to też o czym my mówiliśmy z Tomkiem w pierwszym odcinku Punktu Widzenia.
Otóż edycja audio na ekranie dotykowym smartfona w moim odczuciu jest czymś, co naprawdę ja musiałbym chyba robić za karę, bo to się po prostu robi źle.
Jeżeli trzeba coś zrobić precyzyjnie, jeżeli trzeba coś przyciąć, coś zmontować, jest naprawdę zwyczajnie męczące.
Ja podejrzewam, że może być to spowodowane chociażby tym, że my jednak sporo różnych gestów mamy zarezerwowanych dla VoiceOvera.
Być może osób widzących to wcale ta edycja audio aż tak bardzo nie męczy, ale to dlatego, że osoby widzące mają jednak zdecydowanie więcej gestów, których mogą użyć.
U nas ta warstwa gestów jest przypisana do VoiceOvera. Autor tu musiałby naprawdę i pytanie czy w ogóle by mógł nadpisywać część gestów, żeby na przykład wykonywać jakieś konkretne czynności.
A w przypadku ZeroStudio to był nawet taki problem, że okej, podwójne stuknięcie w niektórych sytuacjach działało, w niektórych sytuacjach nie.
No i na przykład rozpocząłem nagrywanie na uzbrojonej jakiejś tam ścieżce, no i okej, wszystko fajnie, natomiast chciałem to nagrywanie zatrzymać.
I w tym momencie podwójne stuknięcie nie działało. Podwójne stuknięcie działało na odtwarzanie. Okej, to się zgadza.
Natomiast no nie zadziałało to kontekstowo, tak jak ja bym się tego spodziewał, a fajnie by było, żeby to tak jakoś kontekstowo właśnie zadziałało,
że skoro nagrywam, no to chcę teraz zatrzymać po prostu. Wygodnie. Nie musieć gdzieś tam szukać tego przycisku na ekranie.
I tak dalej, i tak dalej. Edycja, jakieś przycinanie, da się, oczywiście, ale to ani to wygodne, ani to fajne.
Jeżeli ktoś ma inne zdanie, zachęcam do dyskusji, może ktoś nas słucha, kto ma jakieś większe doświadczenie z edycją, zwłaszcza wielościeżkową, edycją audio na iPhonie.
Ja bardzo chętnie posłucham, że komuś to fajnie działa i że ktoś to lubi i że jest w stanie efektywnie z tym pracować.
Ja nie, co nie znaczy, że to jest niemożliwe. Jak dla mnie edycja audio na komputerze to jest nadal jednak jedyna słuszna metoda, ale bardzo chętnie dowiem się o innych przypadkach.
No i oczywiście, fajnie, że takie narzędzia powstają, bo aplikacja naprawdę jest całkiem dobrze zrobiona, co do tego interfejsu nie mam jakichś większych zastrzeżeń.
Jest naprawdę okej, VoiceOver wszystko czyta, ale po prostu, edytor audio na iPhonie do jakiejś takiej profesjonalnej edycji nagrań, bo rozumiem, że tym musiałoby być podyktowana słuszność wydatku 4,5 stówki rocznie,
no to chyba jednak nie jest to oprogramowanie, z którym pracowałoby mi się dobrze.
Tyle mojego, a teraz odbieramy telefon. Kto jest z nami?
To chyba ktoś zrezygnował jednak z tej łączności z nami. No to trudno się mówi.
Dobrze, to my w takim razie przechodzimy teraz dalej, przechodzimy do kolejnego tematu.
MyWay Pro w wersji 2.0. Pawle, co tam nowego i ciekawego?
MyWay, dla przypomnienia, to aplikacja nawigacyjna Szwajcarskiego Związku Niewidomych,
z której ja kiedyś bardzo, bardzo chętnie korzystałem, dopóki nie wyszedł Seeing Assistant Go.
Ona była prosta i nadal jest. Robiła to, co miała robić, czyli pokazywała jakieś POI w okolicy,
pokazywała trasę w dość prosty sposób, dało się te wskazówki śledzić i długo, długo nie było nic słychać,
co tam w tej aplikacji nowego, bo te aktualizacje były dość nieregularne, zmiany były dość drobne.
No a teraz wyszła sobie wersja MyWay 2.0 i ja spróbuję teraz przytoczyć tu troszeczkę
tą listę zmian, która weszła. Już jest wersja 2.0.1 w ogóle od czasu, jak wyszła ta wersja 2.0.
Ojej, już tu patrzę, bo się gdzieś ten changelog zwinął. O, tak, 25 sierpnia, kiedy wyszła wersja 2.0,
więc trochę już to przeleżało, ale co mamy? Mamy nową zakładkę planowanie drogi i to jest zakładka,
na której mamy zarówno te trasy takie, które oni polecają, które są najczęściej trasami
jakimiś dostępnymi wędrownymi w Szwajcarii, jak i też planowanie drogi od punktu do punktu,
czyli mogę wpisać sobie adres albo wyszukać miejsce, tak że mam pole, punkt startowy, pole, punkt końcowy
i wylicz trasę, jak i też mamy przycisk, zabierz mnie do domu, więc jeżeli w ustawieniach mam
zdefiniowany adres domowy, to mogę też od razu odpalić sobie nawigację do adresu domowego
i tam możemy sobie to wszystko zaplanować. Mamy opcję zmiany języka w ustawieniach,
no to jest powiedzmy mniej interesujące, aczkolwiek wiem, że plagą i zmorą tej aplikacji był fakt,
że ona się jakoś bardzo lubiła w tych językach plątać i gubić i właśnie też jak się nie dało
angielskiego jako drugiego, to się odpalała na przykład po niemiecku albo po francusku
i działy się dziwne rzeczy. Teraz możemy sobie w ustawieniach na sztywno to ustawić.
Natomiast plus wiem, że działy się też takie rzeczy, że komunikaty tej nawigacji,
te puszczane przez syntezę również potrafiły się odpalić po jakiemuś włosku i tak dalej,
więc chyba już to zostało też jakoś uporządkowane. Ja na razie słyszę tylko po angielsku.
Jest widżet Live Activity, gdzie jest pokazana aktualnie obowiązująca wskazówka nawigacyjna
na zablokowanym ekranie albo w centrum powiadomień. Nawet przez chwilę jak się zamknie aplikację,
to jeszcze ona żyje. Nie wiem, czy to jest tak, że jak zamknę aplikację, to ona dalej mnie prowadzi.
Musiałbym sprawdzić. Pewnie jest to z mniejszą dokładnością, bo aplikacja chyba zamknięta
nie może aż tak dokładnie sprawdzać mojej lokalizacji w tle.
Jest uproszczony tryb nawigacji, czyli po prostu ekran, gdzie pokazywane są wskazówki.
Tam pokazywana jest aktualna wskazówka, poprzednia i następna. Nie ma całej listy.
No i są przyciski, gdzie można przeskakiwać sobie, jeżeli chcielibyśmy, nie wiem, już
pominąć tą wskazówkę, która z jakiegoś powodu nam tam nie chce się znaleźć,
no to chcemy do tej następnej. I jest, dlatego też umieściłem trochę taki,
może taki kontrowersyjny nagłówek przy tym, przy tym punkcie naszych notatek,
że jak Seeing Assistant Go. Otóż no mamy ten, tą funkcję, za którą wielu z nas myślę
Seeing Assistant Go polubiło, czyli nawigację po kompasie, ustalenie kierunku
według kompasu poprzez położenie telefonu na dłoni. Ktoś tutaj się postarał,
odrobił lekcję, przyjrzał się konkurencji i tą funkcję wprowadził.
Działa to tak, że jeżeli jesteśmy odchyleni gdzieś tak mniej więcej na godzinę jedenastą
lub pierwszą względem właściwego kierunku, to słyszymy piknięcia, a kiedy już wycelujemy
bezpośrednio w tą dwunastą, to jest taka krótka wibracja. No i mamy też dźwięk.
Oczywiście możemy sobie wybrać w ustawieniach nawet spośród kilku dźwięków.
Wybór tych dźwięków bym uznał za dyskusyjny. Część dźwięków jest własna aplikacji,
skądeś pewnie wzięta. Część to są standardowe dzwonki z iPhone’a.
Również nie jestem przekonany, żeby właściwym dźwiękiem w aplikacji do nawigacji,
której używam będąc w trasie, był dźwięk słabej baterii w iPhonie. Bardzo by mi się to myliło
i bardzo by mnie to chyba stresowało, że mi się kończy bateria. Ale takiego wyboru
dokonali tutaj twórcy. Kiedy to punkt nam się zmienia i następny zakręt jakiś czy coś.
Mamy też zakładkę, tak jak po staremu, eksploruj, gdzie mamy zarówno monitorowanie,
które możemy włączyć, jak i punkty w pobliżu. I tu jest mój kolejny ból z tą aplikacją,
bo podczas gdy Seeing Assistant Go ładnie nam te miejsca dzieli na kategorie
i możemy sobie wybrać okolica i konkretną kategorię. Nawet z czynności na okolicy
można wybrać jedną z ostatnio używanych. To w MyWayu te punkty są wywalone
na główny ekran, nieważne jaka kategoria, wszystkie obok siebie.
Jeżeli nie interesuje mnie wszystko naraz, a tylko konkretna kategoria, mogę to zmienić.
W ustawieniach, odhaczając różne kategorie, mogę zaznaczyć wszystkie albo zaznaczyć konkretne.
Czyli jeżeli mam zaznaczone wszystkie i nagle chciałbym tylko jedną, to nie wiem,
czy mogę też wszystkie odznaczyć na przykład. Za to monitorowanie już jak najbardziej,
kategorie do monitorowania już jak najbardziej z głównego ekranu wybrać się da.
Także taka dziwna rzecz tej aplikacji. Co tu jeszcze mamy, bo jeszcze patrzę.
Tak, polepszono też wskazówki nawigacyjne, tutaj jest napisane, no jeszcze nie testowałem
i fokus na aktualnie wybranym punkcie. No będę musiał, to jest to, co mówiłem,
że tylko aktualnie obowiązujący punkt jest pokazany.
Aha, no mamy też widoki map pełnoekranowe z bardziej dostępnymi kontrolkami,
to bardziej dla osób słabo widzących przypuszczam. No i nowy układ, nowe opcje ustawień.
Można na przykład sobie ustawić, żeby komunikaty były nie co ileś metrów,
tylko na przykład co 30 sekund. Ponoć też jest ulepszona dokładność nawigacji,
wykrywania zmian punktów i różnych etapów. Usprawniono dokładność nawigacji
na podstawie jakości sygnału GPS. Poprawiono też, żeby sugestie wyszukiwania
różnych lokalizacji konkretnych bardziej odpowiadały temu, gdzie jesteśmy.
Chyba były z tym jakieś problemy kiedyś, że on wyszukiwał jakieś rzeczy kilometry od nas,
a nie to, co jest najbliżej. Tak, przy trasach, które sami sobie stworzyliśmy
jest więcej informacji, na przykład data stworzenia i opis, który przepisaliśmy.
No jeżeli nie mamy skonfigurowanego adresu domowego, to jak naciśniemy
nawiguj do adresu domowego, zabierz mnie do domu, to mi się otworzą ustawienia
i po prostu będę mógł wpisać adres. Aha, kategorie punktów mogą być wybrane
bezpośrednio w aplikacji eksploracja, więc może to jest jedno i to samo.
I to, co ma być pokazywane, przepraszam, na ekranie głównym i to, co jest do monitorowania,
tylko może miałem jakiś problem, mi się te punkty po prostu nie załadowały,
bo ja po wybraniu wszystkich kategorii miałem dalej komunikat, że zero punktów.
Ale może to była jakaś chwilowa czkawka programu. I że punkty przeładowują się od razu
po zmianie kategorii. Właśnie u mnie to nie nastąpiło. Ale możliwe, że to była
pierwsze uruchomienie aplikacji po instalacji. On też mnie nie zapytał ponownie o uprawnienia,
więc być może coś się tam zadziało. No i w różnych kontrolkach, typu menu kontekstowe,
paski narzędzi itd. poprawiono obsługę VoiceOvera. Także jest opcja, że tych zmian
jest tu jeszcze więcej. Komu tą nawigację bym polecał? Pewnie osobom, które nadal
mimo tego, że Seeing Assistant Go ma ten interfejs dość mocno uproszczony,
uważają, że on jest przeładowany i za dużo trzeba klikać, bo takie sygnały się pojawiły.
No to w MyWay Pro jest zarówno zakładka bezpośrednio od razu do wyszukiwania trasy,
jak i jest zakładka, gdzie są wszystkie miejsca najbliższe wywalone na wierzchu
z tych kategorii, które wybraliśmy. Bo funkcja nawigacji na kompas jest.
Jest to ładnie wszystko ułożone. Czy to u mnie zastąpi Seeing Assistant Go?
Nie, nie sądzę. Ja już się do Seeing Assistant Go przyzwyczaiłem. Lubię mnogość
informacji, jakie ta aplikacja podaje. Lubię, ile tam dochodzi różnych takich
bardzo nieoczywistych funkcji. I dalej myślę, że to jest taki powerhouse,
jeżeli chodzi o nawigację. Ale kto wie, może komuś bardziej przypadnie do gustu
MyWay Pro. Przypomnę tylko, MyWay Pro nie jest przetłumaczony na język polski.
Seeing Assistant Go jest. Także to może być też kolejny argument za jedną,
a przeciw drugiej. Ale od przybytku głowa nie boli. I może to, że mamy więcej
opcji do wyboru, komuś się przyda. I akurat komuś spasuje bardziej właśnie
MyWay Pro.
Całkiem możliwe. Zaglądamy teraz do Waszych komentarzy. Tu mamy jeden
jak na razie na naszym panelu kontaktowym od Kota. Na łyżwach całkiem nieźle
jeździłem jak na niewidomego w 2009-2012 roku. Ale blind? Kolejny sport
mający w nazwie blind, gdzie mimo wszystko potrzebujemy do czegoś widzącego
moim zdaniem jak większość wszystkich blind sportów. No cóż, może być.
Każdy ma swoją opinię. To też jest fakt. Natomiast zazwyczaj w ten sposób
te sporty się jakoś tam tą nazwą odróżniają, tak? Od tradycji.
Ja miałem raz w życiu okazję zagrać sobie bardzo nieprofesjonalnie
w blind football. I fakt, tam potrzeba widzących też do chociażby
nawigowania na bramkę i tak dalej. Natomiast ja zrozumiałem jakby sens
tego typu sportów. Choćby w tym, że przekonałem się chociaż przez chwilę
jakie to są emocje, kiedy biegniesz za tą piłką i od ciebie zależy
czy ją kopniesz i czy tam podasz komuś, czy trafisz i tak dalej.
Jakby ja to poczułem. I to uczucie jest niesamowite. Ja do tego stopnia
się podekscytowałem, że złapałem ręką piłkę i w ten sposób się przekonałem
czemu to się nazywa football, a nie piłka ręczna. I zaliczyłem dla naszej
drużyny punkty karne, czy tam spalonego, czy coś. I no po prostu jestem w stanie
sobie wyobrazić, jakby grać w to częściej, że to akt da się stworzyć.
Oczywiście jasne, że to nie jest to samo co biega sobie reprezentacja
chociażby Polski, a już nie mówię o tych topowych gdzieś tam czołowych klubach,
ale no pewno sporą akcję i taką ekscytację nawet w samym sobie
da się jak najbardziej wytworzyć.
No tak, dobrze. To zajrzyjmy teraz do kolejnej informacji, do naszych notatek.
To jest informacja, którą dosłownie chwilę przed wejściem na antenę
podesłał Tomek, którego dziś z nami nie ma, ale myślę, że to może być
bardzo ciekawy też temat dla tych wszystkich, którzy interesują się
dostępnością różnego rodzaju cyfrowych mikserów.
Bo oto mamy kolejną aplikację, to jest aplikacja, która się nazywa
WingAccess i to jest aplikacja, która umożliwia sterowanie
mikserem Behringer WING z komputera.
Jak czytamy tutaj w opisie, bo sobie szybciutko ten opis też postarałem się
to jakoś przetłumaczyć. WingAccess to program, który umożliwia sterowanie
mikserem cyfrowym firmy Behringer, konkretnie modelem WING
z komputera z systemem Windows. Został zaprojektowany z myślą
o osobach niewidomych i słabowidzących, które korzystają z czytników ekranu
takich jak NVDA, JAWS czy Narrator. Z programu mogą korzystać również
osoby widzące. Program umożliwia sterowanie praktycznie wszystkimi
funkcjami miksera za pomocą klawiatury, w tym poziomami głośności
poszczególnych kanałów, wyciszaniem kanałów, czyli funkcją mute,
przetwarzaniem dźwięku w kanałach, na przykład korekcją, dynamiką,
trasowaniem sygnałów, czyli tak zwanym routingiem, kierowaniem po prostu
tych konkretnych sygnałów w różne miejsca miksera, efektami,
miksami monitorowymi, funkcjami WING LIVE, nagrywaniem przez USB.
Wszystkie funkcje obsługiwane są za pomocą klawiatury, a program i mikser
pozostają przez cały czas zsynchronizowane w obu kierunkach.
Oznacza to, że zmiany dokonane w programie są odzwierciedlane na mikserze
i odwrotnie. WingAccess współpracuje z następującymi urządzeniami.
Behringer WING, Behringer WING Compact, Behringer WING Rack i kontroler
Behringer X-Touch. Program oferuje bezpłatny 30-dniowy okres próbny,
natomiast potem zdaje się, że cena jego to jest 99 dolarów.
I ten program można zainstalować za pomocą narzędzia ReaperAccessible.
To jest w ogóle ciekawa sprawa z tymi mikserami, bo teraz okazuje się,
że coraz więcej, coraz więcej wokół tego zaczyna się dziać.
No ja muszę powiedzieć, że też powolutku tu razem z Tomkiem dorzucamy taką cegiełkę
z Tomkiem i ze sztuczną inteligencją, ale z kolei z mojego właśnie podwórka
i jestem bardzo ciekaw jak to się sprawdzi w praktyce, bo właśnie już też czekam
na cyfrowy mikser, na Midasa MR18 i też właśnie na kontroler Behringer X-Touch
i ja z kolei, tak jak zresztą mogliście sobie posłuchać w Punkcie Widzenia,
w pierwszym wydaniu Punktu Widzenia, ja mam konkretne sprecyzowane oczekiwania
względem tego miksera i te aplikacje, które służą do sterowania tym mikserem,
no tych oczekiwań nie spełniają, bo oczywiście mogę sobie poustawiać
konkretne parametry tego miksera, natomiast tu jest jeszcze kwestia
informacji zwrotnej z tego kontrolera. Pracując na antenie i musząc operować
na żywo różnymi elementami, to ja chcę wiedzieć co w danym momencie się dzieje
i czy na pewno się dzieje to, co przypuszczam, że powinno się wydarzyć,
czyli, że jeżeli włączam mikrofon, to że na pewno ten mikrofon jest włączony,
teraz mogę sobie po prostu dotknąć określonego suwaka i przycisków
i wiem, że te są wciśnięte, a te nie, że na przykład jeżeli odbieram słuchacza
poza anteną, to nie idzie on na antenę i tak dalej i tak dalej.
Myślę, że jak już będzie to przetestowane i jak uda się to wszystko ustawić,
a szanse na to są naprawdę bardzo duże, to będzie też o czym poopowiadać
i będę w stanie się jakimiś wrażeniami podzielić, bo no będzie to na pewno coś ciekawego
i też nie tylko dla dźwiękowców, realizatorów scenicznych, nagłośnieniowców,
a też myślę, że i radiowcy będą tu mieli jakieś powody do radości.
No a teraz przechodzimy do kolejnego tematu, tematu okularów.
Tami Glasses, wiemy więcej o tym urządzeniu.
Tak, to jest urządzenie, które pojawiło się na targach SightCity,
urządzenie szwajcarskiej firmy Lighthouse Tech, chyba tak, nie przekręciłem nazwy.
No a wiemy więcej, ponieważ znalazła się osoba w Niemczech, konkretnie Mischa Knebel,
który postanowił w ramach podcastu Sightviews podzielić się swoimi wrażeniami z korzystania z tychże.
Czym te okulary są? Nie są to okulary wspomagane sztuczną inteligencją,
nie są to też okulary typowo inteligentne z jakimiś funkcjami sterowania czymkolwiek
czy podawania nam jakichś informacji. One podają informację jedną i konkretną,
czyli informację o otaczających nas przeszkodach za pomocą lidaru.
I robią to za pomocą wibracji, więc mamy sobie okulary, które na swoich tych jakby na zgięciach
tych skrzydeł ramion po prostu mają zamontowane silniczki wibracyjne,
no i one czy to z lewej czy z prawej informują nas, że jest jakaś przeszkoda
i że się gdzieś tam do nas zbliża. Są dwa tryby wykrywania, na krótsze odległości i na dłuższe.
W teorii ten na krótsze miałby być bardziej przydatny np. w zamkniętych pomieszczeniach,
ten na dłuższy gdzieś na ulicy. Urządzenie możemy ładować specjalnym chyba kablem,
który z tego co zrozumiałem, który podpina się osobno dla lewej i prawej strony okularów.
I no informacje różne typu właśnie stan naładowania, stan samych okularów, stan baterii
są podawane przez piknięcia. Stan baterii np. to są jedno, dwa lub trzy piknięcia,
więc taka dość niedokładna jest ta podziałka. No i co opowiada osoba, która zrobiła właśnie
tą recenzję? No, do czegoś się to przydaje, a konkretnie np. do wykrywania przeszkód
na otwartej przestrzeni. Tutaj opisuje Mischa, że bardzo się to sprawdza przy samochodach,
rowerach, przy wszystkim, co się porusza. Bo takim swego rodzaju efektem Dopplera
da się wyczuć, że po prostu coś koło nas przejechało i że to w jakiejś dość bliskiej odległości.
To, czego zdaniem autora nie robią dobrze, to jest wykrywanie przeszkód stacjonarnych, stojących.
Tylko, że jego główny zarzut polegał na tym, że nie da się odróżnić, nie wiem, wysokiego drzewa
od stojącego człowieka. No okej, no to jest urządzenie, które działa na lidarze.
Ono nie rozpozna nam typu przeszkody, ale rozpozna, że ona jest. No i taką rozumiem
jednostajną, pulsującą wibracją możemy wykryć, że coś teraz stoi. Czym to coś jest?
No, to już przekonamy się pewnie laską, ale wiemy, że trzeba być bardziej ostrożnym.
Chyba, że czegoś nie zrozumiałem. No, ale okej. Też ponoć bardzo fajnie są wykrywane
na przykład przeszklone drzwi i to, czy są w danej chwili otwarte, czy zamknięte.
Ponoć przeszkodą dla tych okularów jest na przykład rolator, tak zwany chodzik.
Więc tu pewnie jest to jakieś utrudnienie dla osób starszych, które mogą się…
takim chodzikiem chcieć wspierać. Natomiast, no, poza tym w takich różnych sytuacjach
zewnętrznych ponoć one się dość sensownie sprawdziły. Były też porównywane
z innym urządzeniem firmy Synfonia, też taka niemiecka firma, która ma m.in.
urządzenie Fledermaus, czyli nietoperz w swojej ofercie i to jest też taki sonar,
który nam skanuje otoczenie. No, w niektórych z tych sytuacji, gdzie te okulary
Tami się nie sprawdzają, tam się sprawdzą właśnie te sonary.
Także polecam sobie w ogóle zajrzeć do tego reportażu, bo on jest bardzo powoli czytany.
To jest w ogóle, chyba oryginalnie był to napisany tekst, który potem autor postanowił
po prostu przeczytać do nagrania, co z jednej strony może brzmi troszkę nienaturalnie,
nie jest to taki typowy podcast, ale z drugiej strony myślę, że świetnie się nada
do jakiejś transkrypcji i przetłumaczenia sobie tego AI.
Także jeżeli Was urządzenie zainteresowało, jest też aplikacja, która nie do końca wiem
w sumie, do czego ona jest, bo pewnie do jakichś ustawień, ale z jakiegoś powodu
trzeba w niej np. założyć konto. Więc jakieś tam dodatkowe funkcje może się jeszcze pojawią,
natomiast na ten moment okulary tak się prezentują, w Niemczech już są w sprzedaży,
czy w Polsce kiedyś będą, no to się pewnie zobaczy.
No oficjalnie dziś do sprzedaży polskiej weszły okulary od Mety i Ray-Bana,
to swoją drogą. I myślę, że to jest dobry też moment, żeby sobie trochę
porozmawiać o tym, co wokół tego się dzieje. A dzieje się, prawda?
Tak, dzieje się dużo. Ja myślę, że moglibyśmy wkleić do notatek link,
chyba taki najbardziej poczytny aktualnie jest z BBC, o tym, że osoby niewidome
po prostu boją się reakcji społecznych na te okulary. Czy jest się czego bać?
Powiem tak, śledząc Mastodona, mam wrażenie, że to jest jeden z głównych tematów,
który wraca jak bumerang codziennie, praktycznie w kontekście tych okularów.
Na czym polega problem? Problem, problemy są w zasadzie dwa dla osób,
którym bliskie są tematy prywatności, może nie tylko, dla dość dużej grupy osób,
przynajmniej tak jak ja to widzę. Po pierwsze, że z całą swoją użytecznością
okulary Meta należą do Mety i co już wiele jakichś takich raportów gdzieś tam
niezależnych wykazało, nieważne czy my nagrywamy, czy nie nagrywamy,
ten obraz jest gdzieś tam, cały czas te okulary są połączone przez nasz smartfon
z internetem, więc też z serwerami Mety, no więc cały obraz, który one widzą,
cały dźwięk, który są w stanie wykryć, ląduje sobie na serwerach Mety
w celu trenowania modeli sztucznej inteligencji.
Albo potencjalnie może lądować, no bo to też nie jest tak, że jeżeli na przykład
my w danym momencie nie używamy tych okularów, to one rejestrują,
przynajmniej nic na to nie wskazuje, no bo z drugiej strony to jak krótko
one działałyby na baterii.
Też prawda. Nie wiadomo, co się dzieje w tle w każdym razie, jak one są wyłączone,
to jest jeszcze kwestia pewnie do zbadania gdzieś tam i to pewnie jakoś da się
przeanalizować ten ruch, który od nich gdzieś tam idzie.
Też już były jakieś raporty, że jeżeli rząd amerykański w różnych celach
poprosi o te zgromadzone różne przez Metę dane, to oni jakoś za bardzo obiekcji
nie mają, żeby to udostępnić. Ale taki bardziej bliżej domu, że tak powiem
argument, który wiele osób podnosi, to jest fakt, że to jest urządzenie,
którym bardzo, bardzo łatwo, praktycznie nie podpadając, tak jest dioda
i za chwilę o tym też pewnie powiemy, że są już też sposoby na to, by tą diodę
obejść na nagrywanie. Chodzi o to, że jest po prostu urządzenie,
które designersko jakoś nie podpada jako urządzenie, które mogłoby filmować,
więc można dość łatwo filmować różne rzeczy. No i tutaj jakby to zmartwienie,
czy powiedzmy ten argument… Ta kwestia, którą podnosi wiele osób, to jest to,
że no tak naprawdę nigdy nie wiemy przez kogo i w jakich sytuacjach
będziemy filmowani. Jakie to konkretnie rodzi reakcje społeczne?
Ano takie, że tam, gdzie te okulary już się troszkę rozgościły,
typu Stany Zjednoczone, Australia, Wielka Brytania, Zachodnia Europa,
zaczynają się już pojawiać pierwsze tego efekty. No przykładowo pewne,
niektóre sklepy wprowadzają, mają nawet już szyldy wywieszone, że no nie życzą sobie,
żeby klienci używali tych okularów na terenie sklepu. W niektórych krajach nawet
się mówi o zakazie wręcz w ogóle sprowadzania tych okularów.
Wiem, że coś takiego, nie wiem, czy już wprowadziła, czy chce wprowadzić Norwegia,
myśli o tym na pewno Australia. No i też we Wiedniu mamy taki przykład.
Właśnie teraz specjalnie pod tą naszą dyskusję sobie przeczytałem.
Od grudnia w jednej ze szkół wiedeńskich był sobie uczeń, który po prostu
cały czas na lekcjach, na przerwach, cały czas nosił te okulary.
Nie ma mowy o tym, że chciał tego używać jako pomocy jakiejś tam,
że miał właśnie jakąś dysfunkcję wzroku czy z jakiegoś innego powodu.
Bo to pomaga, bo po prostu sobie nosił i miał.
No i wielu uczniów, nauczycieli nie czuło się po prostu komfortowo w takiej sytuacji,
bo nigdy nie było wiadomo, czy on sobie czegoś nie nagra nagle.
No więc efekt był taki, że poszła skarga do dyrekcji.
Dyrekcja po kilku dniach wprowadziła w regulaminie szkoły zakaz korzystania
z takich okularów. Uczeń się do tego zakazu nie zastosował,
więc zawieszono w prawach ucznia na tydzień. Wrócił, nie pomogło,
więc zawieszono drugi raz. Sytuacja się powtórzyła ze cztery razy.
No i w końcu tego ucznia ze szkoły wyrzucono.
No tu się historia nie kończy, bo rodzice tego ucznia
poszli z tym do sądu, sprawę wygrali, więc uczeń został znowu przywrócony
i w szkole chodził sobie z okularami. No i po prostu uczniowie inni
zaczęli go ignorować, izolować, nikt nie chciał z nim rozmawiać.
No i teraz cała dyskusja jest wokół tego, czy Ministerstwo Edukacji powinno
i są już jakieś takie przedłożone wnioski zakazać tego typu okularów w szkołach.
No i tu się zaczyna cały…
To znaczy akurat tutaj sytuacja jest myślę, że dosyć jasna i klarowna
w naszych polskich realiach, no bo przecież teraz mamy
zakaz smartfonów w szkołach, a bez smartfona to te okulary są w zasadzie
bezużyteczne, no bo one nie mają własnego modułu łączności.
Tak, to prawda. Chociaż nie wiem, nie mogą czegoś same nagrywać
dopóki się nic nie zsynchronizuje z apką?
Wiesz co, tego nie wiem. Być może mogą, być może tak, być może jest taka możliwość.
A tego też nie wiem do końca. Natomiast problem zaczyna się w tym momencie
i kontrowersja cała wokół tego, że dla nas, dla osób niewidomych
jest to niesamowita pomoc i niesamowity asystent w życiu codziennym.
Od funkcji AI przez tak naprawdę asystę wideo nawet po jakimś WhatsAppie
po nawet takie funkcje jak stworzenie sobie jakiegoś fajnego nagrania binauralnego
czy nawet kręcenie filmów. No bo osoby niewidome po raz pierwszy
mogą rejestrować obraz z pozycji swojej głowy, co już dużo więcej daje niż
manualne próby. Jest to dobry statyw.
Tak, bardzo dobry statyw, nasza głowa, tak.
No i dyskusje są gorące, bo z jednej strony mamy właśnie osoby,
które tą prywatnością przejmują się bardzo i te bardziej radykalne formy
wręcz o mało co namawiają do otwartej agresji wobec użytkowników takich okularów
czy przez ich niszczenie czy w jakiś inny sposób szykanowanie.
I właśnie dlatego ja na przykład tak dmuchając na zimne, ja mimo wszystko
w sytuacji naszej, co prawda chyba jeszcze w Polsce nie jest to aż na tyle powszechne,
ale nigdy nie wiadomo na kogo się trafi, to korzystając gdzieś tam z takich okularów
w przestrzeni publicznej mimo wszystko rozważyłbym to właśnie o czym ty Pawle wspominałeś,
czyli o takiej zaślepce, którą gdzieś tam widziałem, że można sobie na Amazonie
czy w innych miejscach kupić, która po prostu zwyczajnie tę diodę zakleja.
Że nie jest to w żaden sposób widoczne, bo w takiej sytuacji, w której my tak naprawdę
nie wiemy skąd może być w nas wymierzona jakakolwiek agresja,
no myślę, że zdecydowanie powinniśmy niwelować te miejsca,
z których ona może nadejść i co może ją wzbudzić.
A myślę, że jeżeli ktoś na przykład będzie widział jakąś taką świecącą się lampkę
przy naszych okularach, to może doprowadzić to właśnie do czegoś takiego,
że my nawet nie musimy chcieć tej osoby konkretnie nagrywać, bo i po co i w jakim celu,
ale po prostu możemy chcieć na przykład rozpoznać sobie okolice,
dowiedzieć się czegoś nieco więcej o tym, co nas otacza,
a ktoś może się poczuć niekomfortowo w takiej sytuacji, więc po co kusić los?
Tylko my też o tym rozmawialiśmy przed audycją, że nawet jeżeli zaślepki,
to powstały już aplikacje mobilne, które wykrywają okulary i wiesz,
ktoś, kto jest zdeterminowany, żeby tych okularów uniknąć w swoim otoczeniu,
może sobie próbować połączyć kropki, że skoro aplikacja mi wykryła okulary,
a że tak powiem ktoś nosi coś, co wygląda, no bo ludzie wiedzą jak wyglądają takie Meta Ray-Bany,
no okej, one się nie odróżniają od innych okularów, tak?
No w sensie wyglądają jak typowe okulary, ale mają jakiś konkretny design,
który pewnie jest jakoś rozpoznawalny, bo to nie są jakieś anonimowe.
Może sobie przypasować kropki i stwierdzić, że sobie obierze w takim razie cel
tą osobę, którą najbardziej podejrzewa.
Tak, tylko wiesz, dlatego ja mówię o minimalizacji, a nie o eliminacji,
bo jednak instalowanie aplikacji, która będzie skanować i która prawdopodobnie może jeszcze
chcieć jakichś dodatkowych uprawnień, no wymaga pewnej wiedzy.
A świecąca się kropka jest jednoznacznym wskaźnikiem, bo to zresztą w ten sposób
te okulary zostały zaprojektowane, żeby było to jasne i widoczne i klarowne.
Ja jeszcze wrócę troszkę do tych dyskusji, bo te dyskusje mi trochę też pokazują,
kurczę, wiele rzeczy. To jest tak trudny temat do ugryzienia, żeby emocje nie popłynęły
i też, żebym porządkowo sobie jakoś myśli. Z jednej strony, jak łatwo jest nas zradykalizować
przeciwko sobie. Jakby, ja to wiem, to jest jakby truizm, tak, bo to obserwujemy ogólnie w życiu
od już dawien dawna. Natomiast to daje nam taki namacalny przykład, w jaki sposób cała grupa,
na przykład taka jak osoby niewidome, może stać się gdzieś tam jakimś wrogiem społecznym,
chcąc sobie po prostu pomóc.
Ale wiesz, daleko by szukać. Ja już na przykład kilkukrotnie gdzieś tam w mediach społecznościowych
starłem się dość mocno z ludźmi, akurat nie w kwestiach dotyczących okularów,
ale w kwestiach sztucznej inteligencji. Bo teraz jest taki dość powszechny trend,
przynajmniej w niektórych środowiskach. Zresztą w środowiskach, z którymi w bardzo wielu innych
sytuacjach jest mi bardzo po drodze. Natomiast w tym zdecydowanie się różnimy.
I tu się różnimy bardzo. Powiedziałbym, że jesteśmy na w zasadzie dwóch odrębnych końcach skali.
Natomiast kwestia jest po prostu taka, że jeżeli wymagamy i czy chcemy jakiegoś zrozumienia
dla swoich postulatów, bo ja jak najbardziej w kwestii sztucznej inteligencji,
ja też nie jestem gdzieś tam ślepym entuzjastą czy kimś, kto nie widzi zagrożeń różnego rodzaju.
Może nawet jestem ich bardziej świadomy, bo po prostu tych narzędzi używam na co dzień,
regularnie i wiem, jakie są ich mocne i słabe strony. Natomiast właśnie też wiem,
jak bardzo one ułatwiają mi na co dzień życie. Jak wiele jestem w stanie dzięki temu zrobić.
I teraz jeżeli ktoś namawia do tego, żebyśmy tak naprawdę cofnęli się o te ileś lat
i zrezygnowali z technologii, która po prostu mi realnie usprawnia funkcjonowanie,
no to wzbudza to we mnie zdecydowany sprzeciw i opór. I zwłaszcza w sytuacji,
w której ta druga strona nie wykazuje w ogóle kompletnego zrozumienia dla mnie.
I że w ogóle może być jakakolwiek inna wizja, tak, że komuś to rzeczywiście
realnie może pomagać, bo też wielu osobom sztuczna inteligencja, nie bez przyczyny zresztą,
kojarzy się z narzędziem do generowania tego tak zwanego AI slopu,
do tworzenia różnych materiałów wideo czy obrazków dyskusyjnej jakości,
a tak naprawdę mało kto wie i mało kto w ogóle chce się dowiedzieć,
jak wiele tak naprawdę za pomocą tych narzędzi można zrobić dobrego, użytecznego i ciekawego.
No i tu mam wrażenie, że z tymi okularami jest też bardzo podobnie, no bo tu również mamy narzędzie,
które oczywiście może posłużyć nam do tego, że będziemy nagrywać wszystko bez wzbudzania jakichkolwiek podejrzeń.
Znowu pytanie, a nikomu nie zaświeciła się żadna czerwona ani inna lampka, jak się pojawiły telefony z aparatami?
To jakby nie jest przecież nowość, że mamy w dzisiejszych czasach pod ręką urządzenie,
za pomocą którego jesteśmy tak naprawdę w stanie w dowolny sposób nagrać cokolwiek.
A nikomu się nie… jakby przecież jeżeli ktoś na przykład jest rzeczywiście zdeterminowany, żeby coś nagrać,
czy to audio, czy to dźwięk, no to przecież co to jest za problem, żeby gdzieś tam sobie kupić nawet jakąkolwiek małą kamerkę
czy mikrofon, który przypniemy sobie i w ogóle nie będzie to zauważalne.
Oczywiście wiadomo, że takie okulary to pozwalają na robienie tych rzeczy na znacznie większą skalę i ułatwiają to wszystko.
Ale też z drugiej strony, nie oszukujmy się, to nie będzie tak, że ludzie będą to kupować na masową skalę,
bo to nie są okulary, które kosztują sto dwieście złotych. To okulary kosztują na polskie realia około dwóch tysięcy.
No a jednak już ktoś to w szkole ma, jakiś uczeń na przykład.
iPhone’y też mają, tak.
I powiem Ci, że to akurat ten argument do mnie dociera troszkę, że przez to, że to są okulary, to jest dużo łatwiej…
Bo jest to urządzenie konsumenckie, to już nie jest jakiś DIY, że ja muszę kupić telefon i specjalną kamerę
i jeszcze tą kamerę obudować jakimś sprzętem i to jakoś skitrać.
Tylko to jest gotowy produkt, który po wyjęciu z pudełka umożliwia.
Bo to też jest troszkę tak, że ktoś podał, do mnie najbardziej chyba w tym wszystkim trafia pewien post, który przeczytałem.
Konkretnie dwa posty.
Post numer jeden, to było chyba po zapowiedzeniu którychś tam nowych modeli.
Nie tych teraz najnowszych, tylko rok wcześniej.
I dużo było wtedy wymienionych różnych funkcji dla osób właśnie niewidomych.
I ktoś napisał, no lepiej żebyśmy już zaczęli teraz dbać o dostępność, bo inaczej osoby niewidome będą skazane na korzystanie właśnie z takiej technologii Mety.
Popieram i oby więcej osób zatroskanych o prywatność podjęło ten temat.
Bo to o czym ty mówisz Michale, to jest też co ja widzę z jednej jakby radykalnej strony tych wypowiedzi, że troska jest, nawoływanie do różnych rzeczy jest, nie ma za bardzo jakichś alternatyw.
Właśnie o tym chcę powiedzieć, bo łatwo się protestuje, łatwo jest nawoływać do różnych rzeczy, tylko jak zapytamy okej, a co w zamian?
Tak, to nagle nikt nie ma alternatywy i to my mamy się dostosować, bo ktoś sobie nie życzy.
Właśnie, bo jakby była cisza, to to byłaby już jakaś odpowiedź Michale, a jest bardzo często coś, co można by nazwać po prostu wyrzuceniem dziecka z kąpielą, a ja bym to nawet nazwał dowód na to,
ile osób jest w stanie pozwolić sobie na to, żeby uznać, że to nie jest mój problem.
Tak.
I o ile ogólnie w społeczeństwie jakby do takich postaw się przyzwyczailiśmy, no spoko, no bo to nie jest wszystkich problem, to często pada to od osób, które w różnych innych kwestiach by chciały,
żeby cały świat się na tym skupił i by chciały lepszego świata i by chciały, żeby dla tej grupy to i tak dalej, co nie jest dla mnie żadnym problemem.
Ja bardzo chętnie się solidaryzuję dla innych. Fajnie, gdyby ta solidarność działała w dwie strony.
Dokładnie.
Ja nie mówię, że mam…
Właśnie tutaj ja mam ten problem, bo to po prostu ewidentnie nie działa. Nie działa, nie widzę tego właśnie… To jest dokładnie to, o czym ty mówisz.
Ja nie widzę takiego zrozumienia dla potrzeb innych osób. To teraz mi się dzieje krzywda, bo tak naprawdę rozwiązania, które mogą komuś pomóc gdzieś tam zagrażają mojemu poczuciu prywatności.
No dobrze, to co w takim razie w zamian? To co, robimy, nie wiem, robimy wszystko w jakiś sposób bardziej dostępne?
Włączamy, nie wiem, dbamy bardziej o dostępność architektoniczną, o jakieś inne rzeczy? Nie, nie, po prostu niech będzie tak, jak było.
Ja mówię o dwóch postach. Drugi post też do mnie trafia w jakiś sposób, bo drugi post to obydwa stwierdzenia naraz mogą być prawdziwe.
Meta, okulary Meta mogą być świetnym urządzeniem wspomagającym osoby niewidome i mogą być potencjalnym zagrożeniem dla prywatności.
Oczywiście.
Niebranie pod uwagę obydwu tych argumentów to nie jest debata. I to w jakimś sensie też rozumiem, znaczy w jakimś sensie.
Ja to nawet rozumiem, bo też widzę dużo postów osób niewidomych, które słusznie, że protestują, ale też bagatelizują praktycznie do zera jakby ten temat prywatności,
który dla mnie na przykład, nie wiem, ja może za dużo z różnymi ludźmi rozmawiałem w życiu, ale słyszałem już wiele historii, często też od koleżanek,
że były niestety uczestniczkami różnych dziwnych sytuacji z udziałem różnego rodzaju urządzeń do filmowania, fotografowania itd.
I wydaje mi się, że coś takiego chyba trzeba przeżyć, żeby to zrozumieć, nikomu nie życzę.
I wtedy się na takie rzeczy bardziej zwraca uwagę, byłem kiedyś w bliższej relacji z osobą, która bardzo zwracała uwagę na to na przykład,
czy ktoś robiąc w jej obecności zdjęcia, nawet takie turystycznie sobie, że ona na tym zdjęciu się nie pokaże.
Miała swoje powody, nie mi w to wnikać, bo jej życia nie przeżyłem. No i takie osoby będą bardzo na to wyczulone,
bo po prostu mają z tym związaną jakąś osobistą historię, więc to nie jest bardzo często też, że ktoś się urodził wczoraj i nagle sobie życzy prywatności,
tylko po prostu przeżył coś, co sprawiło, że po prostu za wszelką cenę chce uniknąć bycia fotografowanym.
No i tu pytanie, to co mamy tym osobom powiedzieć, żeby nie wychodziły z domu? No to nie, też nie jest to w jakimś sensie…
Nie mówię, że mam na to jakieś rozwiązanie, bo to jest trudny temat.
To jest trudny temat, oczywiście, że tak.
Pytanie, czy tu jakaś regulacja by pomogła.
Tak, my tu dyskutujemy, my tu rozmawiamy na te tematy, co nie znaczy, że mamy jakiekolwiek konkretne propozycje rozwiązań.
I tak naprawdę ciężko tu nawet mówić o byciu obiektywnym i o jakimś takim ważeniu tych stron.
No bo siłą rzeczy jesteśmy po tej stronie, dla której tego typu sprzęt jest zdecydowanym ułatwieniem.
Tak. I tu mi się bardzo przypomina sytuacja społeczna dotycząca nas, którą na pewno znamy wszyscy,
czyli robienie sobie nagrań z różnych wydarzeń, na których jesteśmy.
Prywatnych, jakichś towarzyskich i tak dalej.
Że ja kiedyś miałem tak, gdzieś tam jako student, trochę mi to z czasem przeszło,
że miałem ochotę nagrywać absolutnie wszystko, co się działo, żeby mieć wspomnienia
i moja argumentacja pod to była taka, że dla mnie robienie nagrań jest tak, jak dla osoby widzącej robienie zdjęć.
No, tylko, że nie do końca.
Bo zdjęcie to jest bardzo często coś, na co się umawiamy, czyli się ustawiamy do zdjęcia, w jakiejś konkretnej sytuacji je robimy.
Wszyscy o tym wiedzą, całe jest przygotowanie i to jest jedna sekunda, jedna chwila, jedna klatka, jeden kadr uchwycony.
Nagranie może uchwycić dużo. To, na co wszyscy się zgadzają, to, na co część osób się też nie zgadza.
No i z nagraniami to potem różnie bywa, tak. Nie wszystko, co na różnych wydarzeniach się dzieje.
Warto, żeby było zachowane na wieki, a tym bardziej upublicznione.
Znam przypadki osób, które w towarzystwie osób niewidomych przez pewien czas nie czuły się dobrze, bo wiedziały, że muszą liczyć się z tym, że zostaną nagrane, bo towarzystwo takie miało priorytety.
Zdarzało się też kilkukrotnie o takich przypadkach. Słyszałem, że ktoś po prostu wszystko sobie nagrywał bez informowania w ogóle kogokolwiek o tym.
Tak, tak. A już wspomnę o sytuacjach, gdzie używamy sobie np. mikrofonów binauralnych, które po prostu są niczym innym jak słuchawkami i korkami wystającymi z uszu.
I społeczeństwo nawet sobie nie zdaje sprawy, że my możemy sobie coś nagrywać. Więc jakby nie jest nam to temat również obcy w jakimś sensie.
No i tu jest to pytanie, gdzie w przypadku takich okularów pociągnąć sobie tą granicę, żeby funkcjonować w społeczeństwie.
Bo żeby to się też nie skończyło tym, że okej, to przyjmiemy, że niewidomi używają, tylko my z tymi niewidomymi nie chcemy mieć nic wspólnego.
Niech sobie tam z tym swoim AI-em coś tam, ale ja się nie będę czuł komfortowo w obecności.
I znam takie osoby niewidome, które mają okulary i już usłyszały od swoich znajomych, okej, w porządku, fajnie, że masz, ale jak przychodzisz do mnie do domu, to proszę wyłącz.
I no jest to w jakiś sposób stawianie granicy, no jest to w jakiś sposób stawianie granicy. I chyba tak to urwę i chyba tak to zakończę.
Tak, co jest zresztą, no myślę, że nie ma z tym też wielkiego problemu, no bo to też prawda jest taka, że nie potrzebujemy mieć tego cały czas włączonego.
Nawet zresztą dziwne by było, gdybyśmy mieli i cały czas z tego korzystali, bo tak jak mówię, bateria na tym jest…
Tak, aczkolwiek wiesz, jest taki instynkt, że kurczę, skoro mam taką nową zabawkę i ona mi wszystko opisuje, czego wcześniej nie mogłem zobaczyć, to jakieś takie stosowanie umiaru może być trudne na początku.
Tak mi się wydaje, że sam okularów nie mam, ale gdybym miał i byłbym rzeczywiście w to tak wkręcony, to mógłbym mieć takie podejście.
Tak, natomiast tak jak mówię, bardzo znamienne jest to, że się teraz wszyscy, albo przynajmniej część osób, obudziła, gdzie tak naprawdę sytuacja eskalowała, ja bym powiedział, już od dość dawna.
Aczkolwiek też prawda jest taka, że rzeczywiście dużą grupą osób, która może być zainteresowana właśnie takim sprzętem, będą osoby niewidome.
Cała reszta? No pewnie, że tak, pewnie, że może być z różnych przyczyn, natomiast my z przyczyn bardzo, bardzo użytkowych.
Nie wiem na przykład, jak dobre są robione te zdjęcia przez okulary od Mety. Pytanie też, jak to będzie wyglądało w przyszłości, jeżeli będziemy mieć na przykład więcej różnych okularów,
no bo teraz się mówi o tym, że Samsung ma coś pokazać, że Google ma coś pokazać, że jeszcze jakieś inne okulary mają się pojawić od różnych innych twórców, więc być może za czas jakiś to nam na tyle spowszednieje,
tak jak telefony, tak, że nikogo nie dziwi, że mamy gdzieś tam telefon i go używamy. Może pójdzie to w tę stronę, ale to na pewno nie będzie jutro czy pojutrze,
to będzie wszystko takim czasem przejściowym i na to trzeba będzie jeszcze poczekać, a w międzyczasie jakoś sobie trzeba będzie radzić, po prostu. Mam takie przypuszczenia.
A tymczasem mamy telefon. Kto jest z nami po drugiej stronie?
Dobry wieczór.
Dobry wieczór.
Ja się tak postanowiłem odnieść w sumie do tego, bo Was słucham, słucham cały czas uważnie i dorzucić chciałem swoje trzy grosze, szczerze mówiąc.
No słuchamy się bardzo, słuchamy.
Sam byłem niestety z tego czasu, jak byłem młody i głupi, teraz jestem stary i trochę mniej głupi, takim człowiekiem, który istotnie, o coś się dzieje to od razu nagrywamy i w sumie potrafiłem mieć gigabajty różnych nagrań.
Na szczęście to ze mnie wyparła rzeczywistość można powiedzieć i to, że parę osób mi powiedziało, że no stary, ogarnij się trochę i gdzieś tak w wieku nastu lat zmniejszyłem ten sposób robienia nagrań.
Teraz w zasadzie na przykład jak gdzieś tam się z kimś spotkam i coś, to nagrywam w momencie, kiedy dzieje się coś naprawdę wartego zarchiwizowania i kiedy wszyscy mówią spoko, możesz to zachować.
Jakby w ten sposób, więc rozumiem podejście ludzi też do tych okularów pod tym kątem, szczególnie ja nawet gdybym któryś z moich znajomych przyszedł i stwierdził, że on do mnie przyjdzie w okularach, bo takie fajne sobie kupił, też kazałbym mu zostawić je w domu albo wyłączyć.
Dlaczego? Ja na przykład tak jak wielu tutaj już ludzi mówiło, nie, znaczy tak jak już wielu ludzi gdzieś tam opisywaliście, którzy nie chcą być na zdjęciach, na nagraniach wideo i tak dalej, kiedyś nie miałem z tym problemu, od paru lat odkąd weszła sztuczna inteligencja mam z tym problem i nie pozwalam się fotografować nikomu praktycznie,
dlatego, że nie chcę dawać siebie, swojego wizerunku do mielenia przez algorytmy. O co chodzi? Jakby nigdy nie wiem, czy ktoś sobie danego zdjęcia, nawet jeżeli gdzieś tam bardzo mu ufam, nie wrzuci w tego AI, nie będzie coś tam próbował go obrabiać.
Kolejna rzecz, Meta wykorzystuje nasze dane, nasze zdjęcia do trenowania swojej sztucznej inteligencji i trochę trudno jest im tego zabronić i ja osobiście po prostu z racji na różne praktyki, o których czytałem, jakie robi ta korporacja, nie lubię Mety i nie chciałbym mieć z nimi nic wspólnego, nawet ostatnio mi ktoś w rodzinie mówił, że takie fajne nowe okulary są od Mety, możesz na nich robić to, to i tam, to ja mówię, gdyby to nie było od Mety, może bym się zastanowił.
Myślę, że to jest też kolejny gwóźdź do tego, że niektórym ludziom to się może nie podobać, bo nie wszyscy są pozytywnie nastawieni do tej właśnie konkretnej korporacji.
No zgadza się, to oczywiście są różne sytuacje, natomiast jeszcze ważną rzecz tu powiedziałeś, bo nawet nie zawsze może być tak, że ktoś intencjonalnie gdzieś nasze zdjęcie wrzuci w chmurę, czy gdzieś tam zacznie przetwarzać za pomocą sztucznej inteligencji,
ale właśnie może być nawet tak, że wrzucimy to zdjęcie do jakiegoś narzędzia AI-owego, które po prostu ma coś z tym zdjęciem zrobić, albo nawet robimy sobie backup naszych zdjęć.
Załóżmy, że mamy wyłączony backup naszego smartfona w iCloudzie, ale na przykład gdzieś tam sobie od czasu do czasu wrzucamy kopię naszych danych, nie wiem, czy na Dropboxa, czy gdziekolwiek, no to już idzie poza nasz komputer i te firmy oczywiście mają swoje zabezpieczenie,
ale żadne zabezpieczenie nie jest stuprocentowe, więc zawsze wrzucając jakiekolwiek dane gdzieś tam do sieci, to trzeba się liczyć po prostu z tym, że to zdjęcie prędzej czy później może być już nie tylko nasze, nie tylko tego operatora na dyskach, którego się znalazło, ale też i może trafić w ręce zupełnie, zupełnie innych osób, których byśmy nie chcieli, a w dzisiejszych czasach deepfake’ów różnego rodzaju,
czyli po prostu generowania fałszywych zdjęć, że na przykład, nie wiem, powiedzmy twoja twarz jest wklejona w jakieś zdjęcie zupełnie nie takie, jakie byś sobie życzył, no to może być z tym problem.
Tak, no plus jeszcze jedna taka rzecz, teraz mi się przypomniała, jak właśnie wspomniałeś o deepfake’ach i tak dalej. Nawet to chyba w tamtym roku gdzieś czytałem, że Facebook wykorzystał lekko zmodyfikowane, ale nadal bazujące na oryginałach, zdjęcia losowych ludzi do reklamowania czegoś. Gdzieś o tym czytałem, że było coś takiego.
Jest to całkiem, jest to całkiem możliwe, że coś takiego miało miejsce.
Bo na przykład nawet niekoniecznie musieli to zrobić z czystą premedytacją, ale ktoś na przykład była w sytuacji, że ktoś się rozpoznał po prostu nad czymś takim. Samo AI, które przetwarza te wszystkie zdjęcia, mogło na bazie tych zdjęć zrobić bardzo podobnego człowieka na przykład.
A wiemy, sztuczna inteligencja od Facebooka lubi robić dziwne rzeczy. I zdarza się. I zdarza się, że robi dziwne rzeczy, jak chociażby wycieka gdzieś tam swój kod na przykład. To też ostatnio była taka sytuacja.
To może ja to rzucę tylko tak, żeby się było do czego uśmiechnąć w tej całej dyskusji, że widziałem już na GitHubie alternatywne apki na iPhone’a do sterowania tymi okularami, w których można na przykład używać swoich własnych modeli, w tym OpenWeight i dodawać różne funkcje, których oficjalnie nie ma i żeby to wszystko było bardziej lokalnie.
A to też jest bardzo fajna sprawa i rzeczywiście to nawet jeżeli ktoś nie ma jakiegoś tam wielkiego problemu z tym, że jego wizerunek trafia do sieci, to chociażby ze względu na to, że te algorytmy od Mety mogą nie dawać tak dobrych efektów jak na przykład inne modele.
I jeżeli chcielibyśmy sobie coś tam powiedzmy podpiąć do jakiegoś innego modelu, to dobrze żebyśmy taką możliwość mieli. A jak przy okazji będzie prywatniej, bo będzie można sobie na przykład do własnego serwera coś wysyłać, ja jestem za.
Tak, ja tak na koniec tylko jeszcze właśnie dorzucę to, że niektórym ludziom niekoniecznie też musi przeszkadzać, że coś jest nagrywane, bo na przykład jak ktoś nagrywa coś fajnego, to niech sobie nagrywa, nie mam z tym problemu.
Tylko niech tego nie udostępnia dalej, więc jakby…
No to już jest w ogóle, to już jest w ogóle z tego co wiem i z tego co kojarzę niezgodne z prawem. Jeżeli na przykład udostępniamy jakieś takie nagrania, które poczyniliśmy, a nie mamy na to zgody osób nagrywanych, no to popełniamy teraz nie wiem czy wykroczenie, czy przestępstwo, czy jak to tam nazwać, no w każdym razie jest to łamaniem prawa.
Tak, ale właśnie mi nawet bardziej chodzi o drugą stronę tego wszystkiego. Jeżeli okulary Mety nagrywają, to cały czas idzie to przez serwery właśnie, no i już jest to w jakiś sposób udostępnione, czy my tego chcemy, czy nie.
I mi na przykład osobiście, gdyby ktoś chciał sobie czegoś używać i coś nagrać, nie miałbym z tym problemu, natomiast gdyby chciał używać czegoś, co bezpośrednio cały czas zapisuje, to na jakichś serwerach nie ma nad tym pełnej kontroli w mojej obecności, no nie chciałbym.
No tak tylko też wiesz, z drugiej strony to nigdy nie wiesz tak naprawdę co się dzieje i trudno oczekiwać od użytkownika danego sprzętu, żeby on o tym wiedział. Jakie jest to wszystko procesowane, czy to się robi lokalnie, czy coś z tym plikiem jeszcze się gdzieś tam dzieje i tak dalej i tak dalej.
To po prostu użytkownik to włącza, wciska jakiś tam przycisk, klika ikonkę i się dzieje, tak?
To znaczy tak, ja się z tobą jak najbardziej zgadzam, natomiast mimo wszystko, nawet jak masz tego świadomość, to gdzieś z tyłu głowy masz ten niepokój, że coś gdzieś idzie w sieć.
Oczywiście, że tak. To znaczy ja akurat mam takie podejście, że ja tego i tak nie jestem w żaden sposób w stanie upilnować, jeżeli chodzi o jakiś tam czy wizerunek, czy dane.
Ja wychodzę z takiego założenia, że tak naprawdę wszystko to, a nawet jeszcze więcej o mnie niż ja chciałbym jest publicznie dostępne i po prostu akceptuję ten stan rzeczy.
Mi zależy tylko na tym, żeby nikt z tego nie zrobił nadmiernie złego użytku, więc chociażby zabezpieczam swój PESEL, bo to jestem w stanie zrobić i nad tym mieć kontrolę,
a zamartwiać się nad tym, gdzie różne dane na mój temat krążą, to tak naprawdę w dzisiejszych czasach nie jesteśmy w stanie tego do końca upilnować.
No niestety nie, tutaj się zgodzę.
Można co najwyżej próbować minimalizować ryzyko, no ale każdy gdzieś tam te granice i punkt widzenia ma swoje i absolutnie nie mam zamiaru nikogo do niczego przekonywać,
bo to każdy musi po prostu rozważyć sobie jakby taki rachunek zysków i strat.
Tak i ja się zgadzam akurat w 100% z tym właśnie. Tak więc dzięki i to wszystko ode mnie na ten moment.
Dzięki, do usłyszenia, pozdrawiamy cię serdecznie. To jeszcze w międzyczasie zajrzyjmy na nasz panel kontaktowy, czy ktoś tu może coś do nas napisał?
Nie, nie napisał, a to jest tak naprawdę powoli ostatni dzwonek, żeby się z nami skontaktować, bo tematów mamy coraz mniej.
Właściwie to już tylko drobne newsy nam zostały.
Tak, ale tych drobnych newsów jest troszeczkę, więc zobaczymy.
Więc jakbyście chcieli to jeszcze można.
Tak, tak. I pierwszy news tutaj taki z naszego polskiego podwórka od naszego słuchacza, zresztą chyba też Guliwera, czyli TVPlayer,
czy TVPlayer chyba się to nazywa. Jest to wtyczka do NVDA, która ułatwia odtwarzanie, przeglądanie zasobów, wideotek, czy też różnych naszych serwisów VOD polskich.
Czym jest problem, odkąd chyba prowadzimy TyfloPrzegląd i jeszcze dłużej.
Tak, a tu mamy, ja może przeczytam readme, które Guliwer tutaj sporządził.
Czym jest ten dodatek?
Dostępny z klawiatury interfejs do TVP VOD, TVP Sport, Canal+, Polsat Box Go oraz eksperymentalnie Playera.
No więc szeroki wachlarz serwisów, każdy z nich na swój sposób niedostępny.
Znaczy nie, bywa gorzej, bywa lepiej, ale z każdym są jakieś problemy.
No i projekt jest niezależny ani nie jest tutaj projektem żadnej z tych stacji, po prostu.
Tak, tu jest to podkreślane, że nie jest zatwierdzony, że być może zostanie kiedyś zablokowany, że być może konto zostanie zablokowane itd.
Z tego co rozumiem dodatek działa na zasadzie przeglądarki, że gdzieś w tle lata sobie Edge, parsuje stronkę, czyli trochę jak WinZapp.
Ja myślę, że teraz, bo jeszcze o jednym takim projekcie będziemy dzisiaj wspominać, no trochę takich chyba będzie teraz powstawało.
Jak kiedyś się tego baliśmy, bo to jest bardzo niestabilna infrastruktura, na której można budować, bo tam wystarczy, że coś się zmieni delikatnie na stronie internetowej i już trzeba znowu dostosowywać program.
Pamiętacie Messengera w Mirandzie? No, to tak to mniej więcej jest, no ale jednak trochę osób się na to gdzieś tam porywa i pewnie z pomocą AI łatwiej jest takie zmiany gdzieś tam potem naprawiać.
No i jakie ma funkcje ten dodatek?
Katalogi, wyszukiwanie, sezony, odcinki, opisy materiałów, kanały na żywo, transmisje TVP Sport i ramówki dostępne u dostawców,
łączenie kont kodem oraz wybór profilu tam, gdzie jest to obsługiwane,
pauza, przewijanie, głośność, ścieżki audio i audiodeskrypcja tam, gdzie jest to obsługiwane,
własne foldery ulubionych, przypomnienia i zaplanowane seanse,
zakładki, wznowienie i oznaczenie odsłuchanych i obejrzanych we wspieranych materiałach,
praca w tle, tryb poleceń i wybór wyjścia dźwięku Windows 11,
pamięć ramówek na dysku, kanał i dzień, limit 30 MB i automatyczne czyszczenie.
I patrzę, czy tu po zmianach coś ciekawego. Dużo takich zmian już pod konkretne kanały.
To może być dodatek, który się będzie cieszył popularnością,
także jeżeli już używacie, to dajcie znać, jak się używa.
No a Guliwerowi gratulujemy chyba pierwszego wypuszczonego dodatku
i chyba też dziękujemy, bo to jest pewien konkretny problem,
który został, przynajmniej na ten moment, rozwiązany jakoś.
Dalej SSI Speech, czyli słynne już syntezatory mowy na bazie jednego konkretnego chipsetu.
Tamas Geczy to rozwija.
Mówiliśmy już dużo o tym, że dla BrailleNote’a pojawiały się już różne języki.
Nawet i nasi południowi sąsiedzi Słowacy doczekali się swojego.
A nawet już mówiliśmy, że w emulatorze BrailleNote’a pojawił się język polski.
No i ten język polski teraz już w najnowszych wydaniach tych syntezatorów.
Na wszystko, na co one wyszły, czyli jest dodatek do NVDA,
zdaje się, że SAPI, chyba też Android.
I chyba jakoś nieoficjalnie też coś na Apple’owskie platformy,
ale chyba jeszcze bez TestFlighta.
Chociaż może TestFlight już jest?
Ja już się w tym gubię, szczerze mówiąc.
Już zawiera ten polski BrailleNote, także jeżeli komuś przyświecał duch nostalgii,
to można się w to zagłębić.
Swoją drogą ciekawostka, ktoś zrobił reimplementację na bazie rzeczywiście ROM-u Apollo,
ale na razie tylko brytyjskiego.
I już powstał na bazie tej reimplementacji dodatek do NVDA.
Fantastycznie. Już myślę, że jesteśmy blisko.
Tak. Następnie dodatek MultiFocus Agent, czyli dodatek do NVDA,
który pozwala nam pozrzucać jakby zakładki w różnych miejscach stron internetowych,
okien aplikacji, z którymi pracujemy i sprawdzanie tych miejsc przez różne skróty klawiszowe.
Możemy sobie wrzucić tych fokusów trochę.
Możemy sobie te skróty klawiszowe zarządzać aktualnym, następnym, poprzednim,
dziesięcioma ostatnimi, czyli dziesięcioma, które przypisaliśmy do dziesięciu slotów
oraz wszystkimi z menadżera, który jest po prostu w okienku.
Chodzi o to, że po prostu jak mamy dużą jakąś aplikację lub stronę,
to możemy odczytywać, nie zmieniając swojego fokusu, coś, co jest gdzieś tam w innym miejscu,
albo nawet tam przechodzić.
Nie wiem nawet, czy to nie działa jakoś tak, że można to porobić w ramach różnych aplikacji,
czyli powiedzmy jestem sobie w Outlooku, ale coś sobie sprawdzam, czy tam w Thunderbirdzie,
ale sprawdzam sobie coś w dokumentach gdzieś tam wordowskich, w jakimś dokumencie i ten.
To jest coś w sumie, jeżeli to tak działa, bo coś też czytałem, że to przywołuje wtedy tą aplikację
na pierwszy plan, no to byłoby już mniej fajne.
A wiem, że da się zrobić coś, o czym ja myślę, bo przecież nawigacja obiektowa NVDA
pozwala nam tak naprawdę chodzić po wszystkich programach, które mamy aktualnie otwarte,
nie tylko ten, który mamy na pierwszym planie, bo coś, co mi chodzi po głowie,
to jest tak zwany jakiś, nie wiem, jak bym to nazwał, background explorer czy coś,
czyli jestem w jednej apce, ale za pomocą tego dodatku, za pomocą skrótów NVDA
przeglądam sobie zawartość innego okna.
Na przykład, tak jak właśnie teraz powiedziałem, jestem w Thunderbirdzie,
ale chcę sobie na przykład z jakiejś strony internetowej, którą mam w tle otwartą,
wyczytać jakąś daną, żeby ją, nie wiem, skopiować i wkleić albo przepisać do maila.
Więc nie opuszczając okna Thunderbirda, udaję się do Firefoxa i sprawdzam to, co chcę,
no i przekopiowuję to. To się chyba da zrobić, ale nie jestem do końca pewien.
Jeżeli tak jest, że to tak działa, no to nie muszę już tworzyć nowych nazw
dla czegoś takiego, a po prostu skorzystać z MultiFocus Agent.
No teraz bomba, myślę. Coś, na co czekaliśmy chyba, odkąd Miranda padła.
Accessible Messenger. Hermis, czyli osoba odpowiedzialna m.in. za jednego z,
no jeszcze z przed-AI-owych klientów YouTube’a oraz dodatku do NVDA pierwszego dla RadioBOSSa.
Chyba też wtedy jeszcze wsparcia dla Radugi, bo nie wiem, czy Raduga już wtedy było wsparcie dla Radugi.
Znaczy Raduga generalnie była dostępna zawsze dosyć, bo ona była…
To jest automatyzacja do radia.
Tak, tak, tak, tak, bo ona była, bo to było oprogramowanie oparte na standardowych kontrolkach.
Tam ewentualnie jakieś pewne rzeczy być może ten dodatek usprawniał,
a swoją drogą Raduga to taka ciekawostka, bo był potem jeszcze taki program jak ZaraRadio.
A był.
I ZaraRadio to po prostu bliźniaczy klon Radugi.
I najciekawsze, że ZaraRadio było programem darmowym, a Raduga była płatna.
No proszę. No więc właśnie ten człowiek, czyli Hermis, czyli nasz kolega programista z Litwy,
oto wypuścił Accessible Messenger. No i to jest dokładnie to, co nazwa sugeruje,
czyli również podobnie jak WinZapp, prawdopodobnie oparty na parsowaniu strony w przeglądarce,
dostępny klient Messengera.
Tak, i ja się tu zatrzymam i zapytam, czy ty to, Pawle, testowałeś?
Ja nie, ale testowała to nasza współprowadząca Paulina.
Twierdzi, że już od tygodnia to u niej lata i jest zadowolona.
To znaczy, ja muszę powiedzieć, że ja też to testowałem.
Ja tego entuzjazmu nie podzielam.
Chyba, że coś się w międzyczasie zmieniło, ale generalnie ja z tą aplikacją mam taki problem,
że ona po prostu nie importuje, bo jak WhatsApp na przykład, to nie mamy z tym najmniejszego problemu.
Zaczytujemy historię z WhatsAppa, jeżeli używamy WinZappa nawet.
Accessible Messenger na ten moment, jak ja tego używałem i jak ja to testowałem,
nie zaczytywał historii, były z tym jakieś problemy.
Ja wiem nawet z czego to wynika, a to konkretnie wynika z polityki Mety
i z różnego rodzaju tam zabaw z szyfrowaniem tej całej naszej historii kluczy,
bo ja też, i to taka ciekawostka, ja też chyba miesiąc temu czy dwa miesiące temu
próbowałem zrobić, kiedy poczytałem o WinZappie i kiedy też zresztą właśnie o WinZappie się dowiedziałem
i spodobała mi się taka idea, ja też próbowałem zrobić dostępnego klienta dla Messengera.
Natomiast jak ja zobaczyłem, jak wiele jest z tym problemów i jak mało ja w dzisiejszych czasach Messengera używam,
to sobie po prostu dałem spokój, więc dobrze, że ktoś to podjął i działa z tym,
natomiast fakt faktem nie jest to łatwe, Meta robi bardzo wiele, żeby utrudnić dobranie się do tego
i to robi chyba jeszcze więcej niż w przypadku WhatsAppa.
Tak i chyba też ta aplikacja, z tego co Paulina mi mówiła, jest tak skonstruowana, że ona jest bardzo prosta.
Ona ma po prostu pomóc w tym, że tu mam otwartego Messengera, chcę z kimś popisać, tu i teraz, no to popiszę.
Chyba są też wiadomości głosowe, aczkolwiek nie jestem pewien i to jest wszystko.
Nie ma rozmów głosowych ani wideo, nie ma, nie wiem, czy nawet nie ma pewnie ankiet i tam różnych innych wielu rzeczy,
które można w Messengerze robić. Chodzi o to, żeby tu i teraz szybko sobie popisać w jakimś fajnym interfejsie.
No i może komuś to spełni.
Oczywiście i oby to ludziom służyło, natomiast przy okazji Messengera, czy przy okazji też właśnie takiego klienta nieoficjalnego
w formie dodatku do NVDA, do serwisów wideo, to myślę, że warto podkreślić i przypomnieć, że pamiętajcie
i to zwłaszcza chyba myślę, że w przypadku Messengera, pamiętajcie o tym, że używając oprogramowania,
które nie jest autoryzowane przez dostawcę danej usługi, czyli właśnie to tyczy się przede wszystkim Messengera,
musicie liczyć się z tym, że w najlepszym przypadku to zostaniecie jakoś, nie wiem, rozłączeni z tej aplikacji.
W najgorszym przypadku może zdarzyć się tak, że wasze konto zostanie zbanowane, że wasze konto zostanie zablokowane
i że będziecie musieli się przed Metą, czy to przed jakimkolwiek innym dostawcą, gęsto tłumaczyć z tego,
co tam wy właściwie robiliście, a takim sposobem na wytłumaczenie się i tu takie mrugnięcie okiem w stronę wszystkich tych,
którzy bronią swojej prywatności, będzie konieczność wysłania dokumentu tożsamości.
I to jest niestety bardzo powszechna sytuacja wobec różnych korporacji amerykańskich.
My mamy swoje RODO, mamy GDPR, mamy wszystko, oni mają biura w Europie i co z tego?
Chcemy założyć konto deweloperskie w Microsofcie, czy tam gdziekolwiek i tak trzeba wysłać skan dokumentu.
To jest to, o czym ja już mówiłem jakiś czas temu, że tak naprawdę europejskie firmy trzymają się tych różnych zasad, bo muszą,
natomiast amerykańskie mają po prostu dobrych prawników i jakoś to się tak czy inaczej okazuje,
że w sobie to mogą sobie pozwalać w zasadzie na wszystko, a my możemy po prostu nie korzystać z ich usług tak naprawdę. I tyle.
A propos rozwijania jeszcze różnych ciekawych, w ogóle skoro mówimy o Messengerze, to myślę, że warto wspomnieć o tym,
że poprawki na iOS-ie Facebooka i Messengera, otóż na Facebooku poprawiono błąd, w którym to nawigowanie po postach nie działało tak,
że się przechodziło palcem z lewa na prawo, gestem, po prostu flikami między postami, tylko trzeba było przejść po przyciskach typu polub, skomentuj itd.
One były po prostu osobno gdzieś tam wyeksponowane. Ponoć tak było, ja tego momentu nie uchwyciłem, ale ponoć już tak nie ma.
No i ponoć dość długo też nie były dostępne, mówię ponoć to wszystko, bo ja w bardzo podstawowym zakresie ostatnio z Facebooka, z Messengera korzystam.
Nie były dostępne zakładki na dole w Messengerze, teraz już powinny być, także fajnie, że jakiś krok zrobiony, szkoda, że za chwilę znowu pewnie 10 rzeczy się schrzani.
Tak jest.
BlindRSS powstaje na Androida. Nie wiem czy na iPhone’a też nie powstanie, ale na Androida na pewno już są buildy, które można testować i już było to porównywane do lire, czyli do bardzo cenionego, dostępnego czytnika RSS na iPhony.
Także tutaj Brandon też się stara.
LibreOffice ma poprawki dostępności również, m.in. w dokumentach Writer, czyli takiego odpowiednika Worda, odczytywane są współrzędne kolumn i wiersze w tabelach.
To fajnie, aczkolwiek dopóki tam nie wejdzie tryb przeglądania, taki jaki jest w Wordzie, że mogę po prostu sobie, nie edytując dokumentu, przechodzić po nim i nawigować jak po stronie internetowej, jechać na nagłówki, te tabele itd.
I nie będę mógł chodzić po tabelach kolumna po kolumnie, po prostu strzałką z góry na dół.
To czytanie jakichkolwiek tabelek w Writerze będzie mordęgą, torturą i horrorem.
Mówię z doświadczenia, ale ważne, że jakieś poprawki są, też chyba pop-up tych znaków specjalnych, do wyboru znaków specjalnych jest teraz lepiej odczytywany.
Także fajnie, zawsze jakieś kroki dalej, ale ja cały czas czekam na tryb przeglądania w LibreOffice, bo wtedy będziemy mogli dopiero zacząć jakąś sensowną, myślę, rozmowę o czytaniu w tym jakichś dokumentów.
No i właśnie, i tu znowu wracamy do tematu. Otwarte oprogramowanie, które ma zastąpić rozwiązania komercyjne, a dostępność.
Bo fajnie, że się dzieje i super, że się dzieje. NVDA tego jest naprawdę świetnym i niesamowitym przykładem, ale ile to już lat mówi się o tym, że pakiet biurowy Microsoftu to w sumie mógłby zostać zastąpiony przez otwartą alternatywę.
Jest tyle podejść. I nawet to się jakoś w części przypadków udaje, ale dla nas na przykład, jeżeli Ty byś pracował z dokumentami Office’a na bieżąco i musiał się przesiąść z Microsoft Office’a na LibreOffice’a, no przesiądłbyś się, ale o ile byś był mniej produktywny?
Tak, tak i to podkreślam jako osoba, która z LibreOffice’em pracowała i po części dalej pracuje. Mi brakuje osobiście rzeczy i zwłaszcza w kwestii dostępności i no z tym nie da się pracować w takim samym stopniu komfortu na ten moment jak z Office’em, Microsoftu. Niestety.
Czy z Google Docs, czy Google Docs to jest w ogóle osobny pasztet, bo tam jakiekolwiek skróty klawiszowe, których jest dużo i które są fajne, wymagają angielskiego układu klawiatury, także muszę się cały czas przełączać.
No ale coś się powiedzmy da, także…
Tak jest.
No, ale żeby nie było tak źle z tym Open Source’em, to ciekawe, jakby swoje zaangażowanie w dostępność wyraża ktoś, kto rozwija aplikację chyba Knit się to czyta? Knit, tak jak szydełkowanie.
I to jest program, o którym ja nie słyszałem, to jest aplikacja na Androida, która z tego co rozumiem jest komunikatorem na zasadzie sieci Mesh,
czyli łączę się z najbliższym urządzeniem, które mam w zasięgu, które też używa aplikacji Knit po, zdaje się, Bluetoothie, czy tam nawet Wi-Fi.
To urządzenie znowu, które jest troszkę dalej ode mnie, ma dostęp, czy tam ma w swoim zasięgu kolejne, a to kolejne, kolejne.
I w tym momencie moja wiadomość, którą ja wysyłam, nie wiem, komuś gdzieś tam dalej, idzie zaszyfrowana przez te wszystkie różne urządzenia, aż trafi do mojego adresata na końcu.
To są tego rodzaju rozwiązania, atomowe opcje, powiedzmy, w sytuacji, kiedy padnie nam wszystko, padnie nam Internet, padną nam sieci komórkowe, jak mamy się komunikować.
Jednym z podejść jest na przykład to. Czy jest to efektywne? Pytanie.
Wszystko zależy od tego, ile osób uda się namówić do tego, bo do budowy sieci Mesh to jest jeszcze potrzebne bardzo często takie nadajniczki małe.
To można sobie to zamówić i zazwyczaj samemu złożyć, ewentualnie są jakieś takie gotowe urządzenia, bo no, im więcej tego, tym lepiej.
To Bluetooth przecież ma mikry zasięg, sieć bezprzewodowa też niewiele jakoś tam większy, szczególnie te takie dozwolone moce nadajników,
więc tak naprawdę to potrzeba nam dużo takich urządzeń i tu, no, to już by trzeba było się wyposażyć w to zawczasu.
To znaczy, to jest chyba w ogóle bardzo podstawowa sytuacja, że nawet nie ma żadnych nadajników, tylko po prostu telefon do telefonu, no.
No to tak, jeżeli są jakieś… to się bardzo często tego typu oprogramowanie jako przykład użycia, to podaje, jeżeli są jakieś takie akcje, jakieś protesty na przykład,
gdzie jest dużo osób i rzeczywiście, że mogą się komunikować, bo mają z kim, bo są po prostu w zasięgu.
Tak. Natomiast to, o czym ty mówisz, Michał, to jest też ciekawe zjawisko i to ma nawet swoją jakąś bazę użytkowników.
Oczywiście to wszystko jest nisza w niszy w niszy, ale jest to rozwiązanie, które gdzieś w tych kręgach open source jest rozchwytywane, czyli MeshCore.
I to jest w ogóle fajna rzecz, bo to jest… rzeczywiście trzeba kupić nadajniczek, taką bramkę, która sobie wysyła sygnał na częstotliwości po prostu radiowej.
To jest jakieś 868 megaherców chyba, bardzo wysoko gdzieś to jest w każdym razie w spektrum.
I po tym można rzeczywiście zbudować całą sieć i tam jakieś pliki wymieniać, czaty.
I ten nasz odbiornik, który oczywiście możemy podobnie jak, nie wiem, cały sprzęt krótkofalarski, tak, zainstalować sobie gdzieś na dachu i mieć antenę i tak dalej.
Wysyła nam to na jakąś tam odległość i to jest przechwytywane dalej i przesyłane dalej i przesyłane dalej.
No i pytanie, jak szeroką taką sieć można sobie założyć? Mam znajomego niewidomego, który się w to bawi.
No i on sobie w jakiś sposób to chwali. Ma jakąś społeczność, z którą sobie tam tego używa.
Jakieś pozgłaszał błędy a propos aplikacji chyba na Androida i interfejsu webowego.
I nawet oni jakoś te usprawnienia wprowadzają, więc to jest taka chyba najbardziej rozpowszechniona, jeżeli już mówimy o sieciach Mesh,
najbardziej rozpowszechnione rozwiązanie, które nawet jest dostępne, jakoś jest rozpowszechnione i działa.
Także jest to bardzo ciekawy temat, MeshCore.
Ale swoją drogą to taka refleksja mi się nasuwa, że wszystko już kiedyś było, albo prawie wszystko już kiedyś było, tylko pod inną postacią.
Bo nie wiem, Pawle, czy Ty pamiętasz, pewnie nie z praktyki, bo ja też z praktyki tego nie pamiętam,
ale czy pamiętasz takie, albo czy kojarzysz takie zjawisko, które się nazywało FidoNet?
No z opowieści. Ja się ostatnio bardziej interesuję tam, wiesz, minite, BBS-y i tak dalej.
Tak, to myślę, że warto kilka słów o tym powiedzieć, bo to jest historia z lat przede wszystkim osiemdziesiątych
i my też w Polsce, i początku dziewięćdziesiątych, i my też w Polsce mamy swoje pewne zasługi, jeżeli chodzi o FidoNet,
no bo u nas w Polsce też były tak zwane węzły FidoNetu. Działało to na tej zasadzie, że ta sieć, właśnie FidoNet,
była po prostu siecią, która była taką alternatywą dla internetu, no bo wtedy internet w latach osiemdziesiątych
to jeszcze w ogóle gdzieś tam w tych klimatach wojskowych albo wczesne działania tylko w Stanach Zjednoczonych,
a to już oplatało kulę ziemską. Ale jak to działało? Otóż działało to na zasadzie takiej, że był sobie jakiś komputer
z modemem, do którego wdzwaniało się iluś tam użytkowników. No więc trzeba było mieć albo linię, albo kilka linii,
albo po prostu każdy tam się wdzwaniał po kolei. I był tam jakiś program, za pomocą którego można było sobie
na tym właśnie BBS-ie działać. Można było sobie przeglądać pliki, które tam były, można było wysłać do kogoś wiadomość,
można było zamieścić jakieś ogłoszenie na forach dyskusyjnych, bo już wtedy tam coś takiego było. No i to wszystko w obrębie
tego jednego komputera. No ale co dalej? No bo to wszak sieć. No nie było wtedy stałych łącz internetowych,
więc okresowo, w zależności od tego ile pieniędzy miał operator danego takiego BBS-a w sieci FidoNet,
to łączył się ten serwer z innym serwerem, który był gdzieś tam oddalony o no albo kilkadziesiąt, kilkaset,
albo nawet kilka tysięcy kilometrów. I wtedy był sobie taki jakiś jeden serwer, który na przykład łączył się z zagranicą,
z jakimś komputerem zagranicznym, a ten komputer zagraniczny łączył się jeszcze dalej i przekazywał po prostu te wiadomości
i przy dobrych wiatrach, jak wszystkie połączenia się udały, no to albo po kilku godzinach, albo nawet czasem i po kilku dniach,
albo po kilku tygodniach to taka wiadomość, którą my wysyłaliśmy, do kogoś tam dotarła, na przykład na drugim końcu świata.
Po prostu te połączenia musiały zadziałać. No i oczywiście wtedy miało to tylko sens, jeżeli ten FidoNet miał odpowiednią ilość węzłów.
W latach osiemdziesiątych czy na początku lat dziewięćdziesiątych ludzie się w to bawili, bo nie było za bardzo alternatywy.
Przecież dostęp wdzwaniany, powszechny do internetu to jest dziewięćdziesiąty szósty rok, a Polska połączyła się z internetem po raz pierwszy w dziewięćdziesiątym drugim czy dziewięćdziesiątym czwartym.
Więc to też takie późniejsze czasy. No i co? I w ten sposób radzono sobie z problemami z łącznością, jeżeli ludzie chcieli korzystać z jakiejś takiej rozległej sieci.
No a teraz mamy sieć mesh na cięższe czasy.
Tak, ja jeszcze tylko to dokończę, że Knit, no typowe takie usprawnienia, swoją drogą Knit też się łączy z Meshtastikiem, tak w ogóle, więc jest i też z jakimiś bramkami internetowymi, jak tego chcemy.
No, że status dostarczenia wiadomości jest oznajmiany słownie, a nie tylko ikonką, do ilu osób z ilu dostarczono, czy wysłano, czy dostarczono, co tam z wiadomościami się dzieje.
Że czaty to jest jedno fliknięcie na liście, że są akcje talkbackowe, więc nie trzeba do menu kontekstowego wchodzić.
Że są nagłówki tam, gdzie trzeba, że ikonki i przełączniki są jednym elementem.
No i że na iOS-ie również aplikacja dopiero powstaje, ale też będą te same prawidła dostępności stosowane.
No i co jeszcze mogę powiedzieć?
HKDetect to jest też aplikacja, tym razem Chris Eyle w natarciu.
Swoją drogą, były już takie dyskusje chyba na Tyflopolsce nawet, czy gdzieś, o tym, że komuś nie chciały wchodzić jakieś polskie literki,
bo któraś aplikacja, któryś program na Windowsie latający blokował skrót globalny.
No to HKDetect to program, który ma nam pokazać, jaka to aplikacja blokuje nam konkretne skróty, żebyśmy wiedzieli.
A to może być całkiem przydatne u mnie na przykład na służbowym komputerze.
LanguageTool, którego sobie planuję używać do poprawiania jakichś moich tam gramatycznych kwestii po niemiecku.
Blokuje Alt-Ctrl-L, więc nie mogę napisać Ł na polskiej klawiaturze.
No i…
Chyba, że w trybie jednoręcznym.
Tak, albo Tyldą i L. Tak, to też można.
No właśnie, to o tym mówię. Tylda i L to jest tryb jednoręczny.
No i tak to robię. Na szczęście nie kodami ASCII.
No i deweloper Blind Accessibility Keyboard, jak się dowiedział, że podałem tydzień temu informację w Tyflopodcaście,
to zapewnił mnie, że oprócz wielu różnych nowości, innych, mają się pojawić w kolejnych wersjach nowe układy klawiatur polskie.
No ciekawe, jakie to układy jeszcze oprócz maszynisty i 214… oprócz programisty i maszynistki, czyli 214, istnieją.
Dvorak może.
A, Dvorak. Może Dvorak.
No i też takie dwa newsy, których nie mam tu w notatkach, ale ruszył rozwój Thunderbirda na iOS-a,
także miejmy nadzieję, że do końca roku chyba ma ruszyć jakiś TestFlight publiczny czy coś,
więc być może się przekonamy, czy to będzie jakaś alternatywa dla na przykład Outlooka.
Może się przekonamy.
Jak będzie takie fajne powiadomienia wysyłał, to biorę.
Tak. No i też chyba U… dobrze to mówię? UHT się nazywa? Nie, nie jak mleko, nie? UHT…
Ten, ten, ta wirtualna maszyna taka na Maca, która wprowadziła przyspieszenie graficzne,
więc teraz będzie się dało już na czymś innym niż Parallels, czymś co chyba nawet jest darmowe,
albo mniej płatne niż Parallels, grać w gry na Macu.
No więc może wreszcie nadszedł czas, żebym przestał być leniwy i ruszył coś z tym moim Maciem
i może postawił nawet jakiegoś Windowsa.
No, czemu nie? Dobrze, odbieramy kolejny telefon. Kto jest z nami tym razem?
No cześć Bartek, po tej stronie jednak jeszcze zdążyłem się do was dodzwonić, bo dzisiaj chyba
rzeczywiście będzie krótko, bo was jest tylko dwóch, Paweł i ty, Michale.
Ile można? Ile można wam?
Też słuchając headów zastanawiałem się dzisiaj bez gier.
I dopiero jak już weszliście na antenę, Piotra nie ma, no to się wszystko wyjaśniło.
Okej, dobra, z czym dzwonię?
Pojawiła się wczoraj aktualizacja Polsat Box Go, czyli troszeczkę tematu ciąg dalszy.
I jakby to powiedzieć wprowadziła i dobre, i troszeczkę złe rzeczy,
jakby to można powiedzieć tak kolokwialnie.
Jeżeli chodzi o te dobre zmiany, to udało się, że tak powiem przywrócić
w przypadku telewizji odtwarzanie streamingu, czyli po kliknięciu
w dany program streaming nam się odtwarza, ale tutaj pojawia się
jeden mały minus, przynajmniej według mnie.
Jeżeli mówimy o użytkownikach iOS-a, to nie ma takiego tego
charakterystycznego plumpnięcia, czyli tego dźwięku VoiceOvera,
który nam oświadczy, że coś zostało otwarte, albo gdzieś żeśmy się,
że tak powiem, przenieśli. Chyba wiecie, o który dźwięk mi chodzi, prawda?
To takie charakterystyczne plumpnięcie.
Tak, tak, tak.
A dwa, że nie wiem, czy to jest plus czy minus. Dla mnie to jest troszeczkę
chyba jednak minus, że jednak ta orientacja nie przekształca się
w orientację poziomą, tylko zostaje w pionową.
Jedyne, co nie zostało na razie naprawione, czyli ta aktywacja
tego okna, gdzie można było wyłączyć dany program i odpalić sobie
na przykład kolejny, czyli tam, gdzie był ten zamknij odtwarzacz,
zatrzymaj odtwarzanie, przewiń 10 sekund itd., itd.
Jedyne, co, tak jak wam pisałem w zeszłym tygodniu, ta metoda
z wyłączeniem VoiceOvera i tapnięciem w ekran i ponownym włączeniem
VoiceOvera de facto działa, tylko że przesunięciem palcem w prawo
już nie będzie przycisku właśnie zamknij odtwarzacz, tylko będzie powrót.
Do tego też będzie się chyba trzeba przyzwyczajać, tylko czekać,
aż ponownie to okno, że tak powiem, wprowadzą, bo jednym się udaje,
drugim nie. Już nawet słyszałem takie opinie, że tak powiem.
To tyle chyba, jeżeli by było w tym temacie. Nie wiem, czy to coś
wynosi tutaj, czy nie. I z czym jeszcze do was tutaj dzwonię,
to praktycznie z pytaniami, jeżeli oczywiście można.
Można, słuchamy.
Czy znacie jakąś aplikację do odczytywania pisma ręcznego?
Bo tutaj ostatnio przyjaciółka miała taki problem i zastanawiała się,
czym można by to zrobić, próbowała już ChatGPT.
No i powiedzmy, że niedokładnie jej to, że tak powiem, rozpoznać.
Czy znacie może coś takiego bardziej dostępnego oczywiście na iOS
dla VoiceOvera?
Hmm, Pawle, czy ty coś…
Przepraszam, jeszcze raz pytanie, bo coś mnie tutaj przerwało mi.
Chodzi tutaj o jakąś aplikację, która by pomogła w odczytywaniu
pisma ręcznego.
Pisma ręcznego…
Znaczy, wiele tych aplikacji OCR-owych, myślę, jakoś próbuje się
z tym tematem mierzyć.
Pytanie, czy po prostu jakiś zwykły AI z tym sobie nie poradzi.
No tu już właśnie mówiłem, tu przyjaciółka właśnie ChatGPT użyła
i powiedzmy, że w części tutaj pomógł.
Okej, na ten moment nie wiem, co jest najlepsze, tak szczerze mówiąc.
Może słuchacze coś poradzą.
Ja też nie kojarzę, bo OCR-y z pismem ręcznym to tak radzą sobie średnio
i teraz pytanie, z czym po prostu uzyskasz lepszy efekt?
Czy właśnie z AI-em, czy z OCR-em?
No właśnie, to jest dobre pytanie, na które niestety odpowiedzi na razie
nie uzyskamy chyba.
Czy czymś tam innym, czy Seeing AI?
Ja też właśnie to zaproponowałem, tylko nie wiem, czy przyjaciółka
po prostu już tego próbowała.
No ale dobrze, bo tak naprawdę szkoda, że dzisiaj Piotra nie ma,
bo chciałem tutaj zapytać, a może ty, Pawle, albo ty, Michale,
będziecie wiedzieli, bo jakiś czas temu, już dobrych kilka tygodni temu,
czy to może z dwa miesiące temu, dzwoniłem do was w sprawie
RH na iOS-a.
Ja już mówiłem, że tą aplikację udało się pobrać, tylko zastanawiam się,
dlaczego nie mogę sobie zmienić prędkości głosu.
Zmieniasz go w aplikacji, czy zmieniasz go na pokrętle w VoiceOver?
Nie, ja zmieniam go przez ustawienia w VoiceOver,
czyli można powiedzieć kolokwialnie przez pokrętło.
To zobacz w samej aplikacji, bo tam są jakieś mnożniki prędkości i tak dalej,
a nie wiem, czy to nie jest jakoś tam… już nie pamiętam teraz,
czy to nie jest jakoś rozszczepione.
Okej, a pamiętasz, może, Pawle, ścieżkę?
Bo jak wejdę w aplikację i wtedy ewentualnie, gdzie szukać?
Przy konkretnym głosie zdaje się, że są ustawienia przy języku.
Aha, okej, dobrze, czyli mniej więcej wiem.
I jeszcze takie małe pytanie, na sam koniec de facto tutaj też dla…
też dla przyjaciółki, ale też może i dla mnie jakoś by była ciekawsza,
czy znacie jakiś może inny sposób na wywołanie zasobnika ekranu w iOS-ie,
niż przesunięcie palcem w górę do drugiej haptyki?
No, standardowo chyba nic nie ma, ale można sobie przypisać gest.
Aha, czyli jak wejdziemy w VoiceOver, tak, i tam są…
Gesty.
Gesty i wtedy tam trzeba wybrać odpowiednią komendę, tak, jak rozumiem?
Tak, tak. Przypisać po prostu ekran przełączenia aplikacji do jakiegoś wolnego gestu.
Okej, a pamiętasz może, Paweł, bo ja się tak już de facto w to nie zagłębiałem,
tam będzie lista gestów wolnych, czy…?
Przy każdym geście… Nie, nie ma listy gestów wolnych jako takiej,
ale przy każdym geście, który ma przypisaną funkcję, jest po prostu ta funkcja powiedziana.
Więc możesz przejrzeć listy gestów, one są pokładane po nagłówkach.
Jeden palec, dwa palce, trzy palce, cztery palce.
Aha.
I tam jakieś inne obroty.
Czyli tak dla ciekawostki, jeżeli mogę zapytać, to mogę na przykład sobie zmienić,
że dwa razy dwa palce będzie znaczyło zupełnie co innego niż aktualnie nie znaczy, tak?
Tak.
Aha, okej, dobra. W porządku, no to tutaj chyba na chwilę…
Jest też to stuknięcie z tyłu urządzenia, ale nie polecam, bo to się bardzo łatwo…
Okej, a to działa od którego modelu?
Nie no, większość tych modeli teraz, bo to już weszło w jakimś iOS-ie dawnym.
Już kilka wersji, tak.
Tak, tak.
Okej, czyli dajmy na to trzynastka też by miała.
Tak.
Spokojnie, ja to mam w trzynastce.
Okej. Aha, okej. No dobrze. No to bynajmniej jakąś alternatywę tutaj mi podrzuciliście.
Tutaj dziękuję wam za pomoc, tutaj serdecznie. Miałem nadzieję, że dużo czasu nie zająłem.
A wy już chyba rzeczywiście ukończycie, tak jak rozumiem.
To na to będzie wyglądało.
Dobrze, no to dzięki serdecznie, że zdążyłem się załapać. Dzisiaj rzeczywiście dwie i pół godziny, nawet niecałe.
Ale czekam do następnego TyfloPrzeglądu w przyszły wtorek, miejmy nadzieję.
Myślę, że nic nie stanie na przeszkodzie.
No to cóż.
Dziś TyfloPrzegląd był pod znakiem zapytania, a się udało, no to za tydzień miejmy nadzieję, że będzie.
No to świetnie. Do usłyszenia i pozdrawiam. Miejmy nadzieję, że się usłyszymy na pewno w najbliższym czasie.
Jasne. Trzymaj się, pozdrawiamy cię serdecznie. Jeszcze mamy tu wiadomości głosowe, na przykład od Mateusza.
Witajcie. Przychodzę dzisiaj z takim pytaniem. Mam laptopa, którego chcę całkowicie wyzerować, żeby tam nie było moich plików, programów, żeby to był pusty system do zalogowania.
Czy zrobię to po niewidomemu? Bo w pewnym momencie pewnie też ten NVDA zamilknie. Jak to działa? Czy Windows instaluje się od nowa? Czy da się tak zrobić, żeby mieć nasz komputer pod kontrolą i tego nie zepsuć?
Po co tego, gdybym otworzył komputer komuś innego i komuś innemu? Chcę, żeby był całkowicie wyczyszczony z danych.
Na to pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć, bo teoretycznie w tym procesie przeinstalowywania systemu
tam gdzieś jest w ustawieniach taka opcja wyczyszczenia komputera i przywrócenia do ustawień fabrycznych i teoretycznie w tym całym procesie powinien działać Narrator.
To jest teoria. W praktyce to zależy bardzo od tego, na jakim etapie urządzenie audio twojego komputera jest rozpoznawane przez system.
Czy już na tym etapie tego instalatora czy nie, bo jeżeli nie, to będzie to po prostu problem.
Jakimś sposobem, jakąś tam alternatywą na radzenie sobie z takimi kłopotami jest chociażby skorzystanie ze słuchawek na USB albo z jakiejś karty dźwiękowej, z jakiegoś najprostszego interfejsu USB.
To może być nawet taka karta za trzy złote, które gdzieś tam kiedyś na Allegro na przykład były do kupienia.
One są bardzo proste, bardzo mają słaby dźwięk, ale mają jedną zaletę, one po prostu są rozpoznawane właściwie przez wszystko, przez dowolny system operacyjny z tych nowych.
I wtedy nie ma z tym jakichś większych problemów. I gdybyś miał właśnie taki kłopot, że twojego urządzenia audio system nie rozpoznaje.
No i tak to. Więc niestety nie jestem w stanie jednoznacznie powiedzieć, że tak na pewno zadziała albo nie, że nie zadziała.
Microsoft robi trochę, żeby to działało, no ale właśnie. To bardzo różnie z tym wygląda.
Ja tylko jeszcze może powiem w uzupełnieniu, bo mi się przypomniało. Żadne UHT, żadne mleko. UTM nazywa się ten, to program do wirtualizacji. O ten mi chodziło.
No to też właśnie. No dobrze i tak to oto trzysta pięćdziesiąte trzecie wydanie TyfloPrzeglądu. To już powoli historia.
Nawet tak dość w trybie przyspieszonym historia, bo kończymy nasze dzisiejsze spotkanie z wami. Wyjątkowo krótkie, ale treściwe. To na pewno.
Bardzo serdecznie dziękujemy wam za uwagę. Michał Dziwisz, Paweł Masarczyk. Słyszymy się za tydzień i będziemy mieć dla was, może już wtedy w szerszym składzie, jeszcze więcej informacji.
Dobrej nocy.
Do usłyszenia.