Kolekcjonowanie Pozytywek
Pobierz napisy w formacie SRT
Pobierz napisy w formacie VTT
Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego prezentuje TyfloPodcast.
Poniedziałek, 20 kwietnia 2026 roku.
To w kalendarzu. Na zegarze 19, no i już trzy minuty, a my rozpoczynamy
kolejne spotkanie na żywo na antenie Tyflo Radia.
Ja nazywam się Michał Dziwisz, a po drugiej stronie mój dzisiejszy gość
Witaj, Marcinie.
Witam, witam.
Dostałem już jedną wiadomość głosową, taką dłuższą, od naszego słuchacza Jakuba, który będzie dziś na pewno w tej naszej audycji obecny i który podzieli się też swoimi wrażeniami dotyczącymi właśnie kolekcjonowania pozytywek, bo dziś o tym sobie porozmawiamy.
I też znam kilka osób, które rzeczywiście takie grające gadżeciki zbierają, także myślę, że dziś to będzie taki program, w którym z jednej strony będzie można sobie trochę doświadczenia powymieniać, a może z drugiej strony kogoś taką pasją zainteresować.
Zanim się rozkręcimy i zanim zaczniemy opowiadać i grać, to ja dodam, że jesteśmy na żywo, więc jeżeli macie ochotę się z nami skontaktować,
Jeśli chcecie dać znać, to bardzo serdecznie zapraszam, 663-883-600, to jest numer telefonu, to jest także nasza linia WhatsAppowa, po FaceTime’ie też się wdzwonicie na antenę.
YouTube i Facebook to kontakt tekstowy, kontakt.tyflopodcast.net to jest również kontakt tekstowy, a jeżeli chcecie nam nagrać głosówkę w dobrej jakości, to polecają się aplikacje na iOS-a i na Windowsa, aplikacje TyfloCentrum.
Mogę już tak zakulisowo zdradzić, że na Androida tak w końcu też się robi i za jakiś czas będzie dostępna.
Marcinie, to na dobry początek, żeby tę naszą opowieść jakoś tak umiejscowić w całości, w historii, w jakieś ramy włożyć.
Od dawna zbierasz te pozytywki?
No, można powiedzieć, pierwszą pozytywkę dostałem.
Mniej więcej dostałem ją od cioci.
To 20 lat temu, tak jak się ostatnio zastanawiałem.
Przypominałem sobie… to była puszka, taka świąteczna, blaszana,
dosyć ładnie wytłoczona, w różne wzorki, bombki, choineczki.
Grała ładną, dosyć miłą melodię, więc poprosiłem, żeby po prostu mi ją ofiarowała. No i była. No i to był zaczątek.
No i w większym lub mniejszym tempie do tej pory nazbierało się tego ponad 40 na pewno.
No to rzeczywiście trzeba przyznać, że kolekcja jest całkiem bogata.
A czym, kiedy właśnie poprosiłeś o to, żebyś mógł taką pozytywkę dostać, czym Cię to ujęło?
Jakoś tak bardziej na zasadzie tego, że to miało ładny kształt, jakiś taki ciekawy, czy że to po prostu grało?
Czy coś jeszcze było w tym takiego fajnego?
No zawsze lubiłem mechaniczne rzeczy takie po prostu steampunkowe, oldschoolowe.
No i tym jest właśnie pozytywka. I tutaj uściślimy.
Mówiąc „pozytywka”, mam na myśli instrument mechaniczny, ale nie elektroniczny.
W obecnych czasach wiele gadżetów opartych właśnie na baterii, jakichś procesorkach,
układach scalonych, mniej lub bardziej ładnie wygrywających melodyjki, też jest nazywanych pozytywkami,
ale o tym dzisiaj nie będziemy mówić. Dzisiaj będzie mechanicznie i muzycznie, ale nie elektronicznie.
To skoro jesteśmy już w temacie mechaniki i jako takiego urządzenia, to jak to się w ogóle dzieje, że taka pozytywka gra?
Bo może co niektórzy się nad tym zastanawiali. Jak to jest zrobione, cytując jeden z programów telewizyjnych?
Jak to jest zrobione? No to może krótki rys historyczny, ogólnie o takich po prostu mechanicznych instrumentach muzycznych.
Nie chcę zanudzać, ale tak powiem wstępnie, że człowiek chyba raczej nawet od zarania dziejów, od starożytności próbował stworzyć coś, co samo by grało albo samo też wydawało różne inne dźwięki, albo wykonywało ruch.
Na przestrzeni dziejów, starożytność, średniowiecze skonstruowano wiele instrumentów na poły legendarnych, mitycznych w różnych tam podaniach, a na poły faktycznie istniejących.
Jak to się stało, że ta ewolucja doszła do takiej pozytywki?
Dobra, mam tutaj w rękach mechanizm takiej prostej pozytywki.
To jest napęd na korbkę z takiego po prostu pamiątkowego pudełeczka.
Główną częścią pozytywki, która gra, jest metalowy grzebień.
Metalowy grzebień, czyli blaszka z ponacinanymi na różną głębokość
takimi zębami, grzebieniami, języczkami.
Te języczki, podczas kręcenia,
szarpie walc. Na walcu są zakodowane, można tak powiedzieć,
chyba można tak powiedzieć, że na obwodzie walca jest
analogowo zakodowany, nie wiem, program komputerowy,
po prostu w odpowiedniej odległości od siebie metalowe piny.
Podczas obrotu bębna one w odpowiednim czasie i w odpowiednim układzie szarpią te języczki, które wydają dźwięk.
Teraz to bardzo cicho gra, ponieważ mechanizm nie ma obudowy, ale gdybym przyłożył go do stołu, to cały stół stworzy takie pudło rezonansowe, czyli po prostu element, który rezonuje i wzmacnia dźwięk.
To moje pytanie, bo ja nigdy w sumie nie miałem okazji oglądać takiego mechanizmu, takiej pozytywki, która byłaby jakoś gdzieś tam rozebrana.
To czy o wysokości, długości tego dźwięku to decydują bardziej te metalowe języczki, czy te piny, które są na walcu? Jakie to ma jakby przełożenie jednego w drugie?
Piny tylko szarpią języczki.
Faktycznie powiedziałem, że im krótszy języczek, tym dźwięk wyższy.
Im dłuższy, tym niższy.
One są ułożone, można powiedzieć, tak jak klawiatura fortepianu
czy tak jak struny w fortepianie, choć niekoniecznie.
W tych prostych mechanizmach, ten akurat, który mam, to liczyłem,
to ma 15 języczków.
To jest po prostu ustawione pod konkretną melodyjkę.
Piny na walcu nadają tylko tempo, no i tworzą melodię.
Tempo raczej nadaje obroty walca, czyli z jaką szybkością kręcimy, albo z jaką szybkością kręci sprężyna.
Czyli po prostu tak naprawdę, żeby ta odległość, żeby ten czas brzmienia tych dźwięków był różny,
to po prostu trzeba sobie przy projektowaniu tego mechanizmu, tej pozytywki, wyliczyć, ile czasu będzie się kręcił ten walec i jaką odległość będzie pokonywał od tego jednego pinu do drugiego pinu, który będzie mógł sobie ten języczek szarpnąć, tak?
No coś takiego. Dawniej robili to w taki sposób, że brali po prostu kartkę o szerokości tego bębna, o długości mniej więcej obwodu takiego bębna.
No i zaznaczali po prostu punkciki, od lewej do prawej.
Zaznaczali punkciki jak nuty, potem papier został przyłożony do takiego bębna.
Nawiercano w miejscu tych kropek dziurki, w które tam umieszczano te piny.
I tak można powiedzieć, że w najprostszy sposób można było zaprogramować taki bęben.
No tak, to już nawet i w czasach dawnych analogowo programowano.
Kiedy tak naprawdę kojarzysz, kiedy jakieś takie, jeżeli chodzi o ten rys historyczny,
kiedy możemy mówić o pierwszej pozytywce, która powstała? Jak dawny to jest przedmiot?
Pierwsza pozytywka powstała, jak można się domyślić, wśród zegarmistrzów z Genewy.
To jest sama końcówka XVIII wieku.
Wcześniej też tworzono różne mechanizmy grające.
No ale właśnie wtedy pojawił się wynalazek tego grzebienia metalowego.
Wcześniej jakby element grający mógł stanowić tak zwane karyliony.
Karyliony to były dzwonki różnej wysokości albo ułożone po prostu w jednym rzędzie
albo w kilku rzędach.
To często był element np. wież kościelnych, które wygrywały kuranty.
Sam bęben z tymi pinami i wypustkami jest wynalazkiem starszym,
gdyż był on używany właśnie do napędu różnych organów samogrających,
właśnie tych karylionów na wieżach kościelnych, ale też nie tylko.
Tworzono też właśnie takie malutkie przedmioty z takimi mikroskopijnymi dzwonkami.
Jak czytałem, po prostu jeden dzwonek wsadzony w drugi, bardzo płaski.
Koronkowa robota jubilarska, mechanizm igiełkowy. Mega precyzyjna robota,
a przez to mega droga, dlatego na takie przedmioty mogły sobie pozwolić tylko wyższe sfery.
Jacyś bogaci kupcy, mieszczanie, królowie. Często to były też podarki
dla różnych koronowanych głów, cesarzy.
Aż wreszcie któryś z zegarmistrzów
wpadł na pomysł, a co jeżeli wezmę metalowy języczek?
Przecież to jest płaski, malutki, nie trzeba żadnego dzwonka.
Bęben już jest używany. No i wyszło.
Na początku zresztą nie stosowano takiego grzebienia, który był po prostu
cięty z jednego kawałka blachy, tylko każdy dźwięk miał osobną jakby blaszkę.
O różnej długości. Dopiero potem zaczęto grupować te blaszki w coraz większe.
Było kilka blaszek, aż przekonano się, że można z jednego kawałka metalu
albo odlewając, albo przecinając w odpowiedni sposób, dostrajając,
stworzyć jeden element. Spowodowało to też w sumie spadek cen tego typu urządzeń grających.
One wtedy nadal były drogie, ale już większa ilość ludzi mogła sobie pozwolić na zakup takiego gadżetu.
No tak i zresztą potem, chociażby w XX wieku, to stało się to elementem niektórych dziecięcych zabawek.
Nie tylko takim ozdobnym elementem wystroju na przykład.
Tak, tak. Zabawek, przedmiotów codziennego użytku, ozdób.
Jestem, powiedzmy, otoczony teraz z przodu pozytywki, z boku w pudełku pozytywki i z tyłu pozytywki.
Więc może zaraz sobie coś puścimy.
I jestem za.
Tak. Tylko od czego tu zacząć? Może, nie wiem, zaczniemy od tej pierwszej.
Ja teraz będę musiał wstać i podejść, bo jeszcze na kanapie leżą pozytywki.
No to słuchajcie, dzisiejsza audycja bardzo pozytywna. Tak na początek tygodnia.
No jest. Pierwsze pudełko świąteczne, ze świąteczną melodijką.
Wyciągane raczej na święta, ale dzisiaj byłem w piwnicy i przyniosłem wszystkie świąteczne.
Jesteśmy trochę opóźnieni, święta minęły.
I to już nawet nie jedne święta nam minęły.
A to nawet już nie jedne święta. Nakręcanego zająca niestety nie mam, ale mam choinkę.
Też puszka po cukierkach.
No.
No proszę.
Święta minęły.
Jeszcze tu jest…
Co tu jeszcze leży?
Ze świątecznych…
Ze świątecznych…
Muszę sobie przypomnieć, gdzie to tutaj leży, żeby nie było katastrofy.
Ale jest.
Dziadek do orzechów z baletu.
Dziadek do orzechów.
Drewniana figurka zresztą…
Ruszająca brodą…
i rękami.
Ale to jest współczesny wyrób, znaczy się…
kupiony na AliExpress.
A jaka jest najstarsza pozytywka u Ciebie w kolekcji?
Najstarsza pozytywka jest z 1910 roku.
To jest pozytywka firmy Thorens.
Thorens, szwajcarska firma, znana obecnie z produkowania sprzętu Hi-Fi, gramofonów, nagłośni.
Ale niewiele osób wie, że zaczynała właśnie od mechanicznych pozytywek.
Tak, przeskakując trochę, słuchaj…
O, coś tutaj, no dotknąłeś telefonu i trochę nam tu…
Chyba tak, chyba tak się nachyliłem.
I nam tu coś zakłóciło lekko.
Tak, tak, no…
Kres popularności pozytywek jako urządzeń umilających ludziom spędzanie czasu,
nie tylko jako gadżetów, położył wynalazek najpierw fonografu Edisona, a potem gramofonu.
Pozytywka odgrywała jedną, dwie, kilka, kilkadziesiąt melodii.
Natomiast płyta gramofonowa, na początku ta szelakowa, potem winylowa, pozwalała na odtworzenie nie tylko instrumentów, ale też ludzkiego głosu, plus wielu instrumentów.
No, natomiast mimo wszystko parę firm przetrwało.
A pozytywka sama jako urządzenie wylądowała w różnego typu właśnie pamiątkach, gadżetach, zabawkach.
Czyli kiedyś pozytywki jako takie to były też używane do słuchania tej muzyki tak regularnie, tak?
Tak, tak, były nawet automaty wrzutowe, coś innego,
pierwowzory czy prekursory szaf grających.
Na dworcach, w różnych karczmach, restauracjach, gdzie za wrzuceniem monety
pozytywka odtwarzała różne melodie. Z reguły to były pozytywki płytowe.
Oprócz walca okrągłego możemy zakodować w pozytywce
melodie na płytach płaskich metalowych.
To z reguły tutaj nie Szwajcaria, znaczy z reguły większą popularność pozytywkom płytowym
dały Niemcy, konkretnie Lipsk, gdzie działały cztery takie jakby hegemonie
pozytywek płytowych: Polyphon, Orphenion, Symphonion i Kalliope.
Mieliśmy większą powierzchnię do zakodowania. No i przede wszystkim można było wymieniać te płyty.
Można by było powiedzieć, że w XIX wieku można było mieć całą płytotekę różnych płyt.
Jak to wyglądało? Płyta metalowa z wytłoczonymi, wybitymi od góry otworami w kształcie powiedzmy kwadraciku czy prostokąciku.
I te jakby wybite otwory powodowały, że w środku otworu był taki kawałek blaszki.
Były wyginane w dół, tak że spodnia powierzchnia płyty była pełna takich metalowych zadziorów.
Po nałożeniu właśnie takiej płyty na trzpień z napędem, nie było takiego talerza, gdzie się kładzie płytę gramofonową,
po prostu było puste od dołu i od środka do brzegu płyty wystawał właśnie taki grzebień z blaszek.
Ten grzebień z blaszek sam nie był bezpośrednio szarpany przez te piny w płycie.
One były szarpane pośrednio przez takie kółka zębate, kółka gwiazdziste.
Po prostu zadzior na płycie przesuwał kółeczko, które to znowu szarpało ten grzebień.
I w ten sposób to grało. Można było zakodować dłuższe melodie,
no ale przede wszystkim zaleta, że można było sobie zmieniać.
A czy na przykład eksperymentowano w jakikolwiek sposób z barwami, bo tę większość pozytywek, a właściwie to chyba nawet wszystkie, jakie zdarzyło mi się słyszeć, no mają ten taki charakterystyczny dźwięk, no i wiadomo z czego to wynika, to wynika po prostu z tego faktu, że tam jest, no tak naprawdę metal haczy o metal i po prostu z tego wszystkiego nam się pojawia takie, a nie inne brzmienie.
A czy próbowano, czy wiesz, czy próbowano w ogóle coś z tym zrobić, żeby na przykład uzyskać jakąś inną barwę?
A może nawet emulować jakieś instrumenty?
Próbowano robić, ale no to by ograniczała właśnie technika.
Barwę tworzyła obudowa, stop, z którego został wykonany grzebień oraz tak zwane tłumiki też.
Tłumik to było tak jakby piórko, nawet i piórko ptasie, przylepione do spodu grzebienia,
które miało za zadanie wytłumić drgania takiej blaszki.
W momencie kiedy na przykład w melodii byłby kilkakrotnie odtwarzany ten dźwięk,
no bo jeżeli taka blaszka drżała, a następny pin by się do niej przesuwał,
no to po prostu pin dotknąłby już drgającej blaszki, co stworzyłoby taki trochę nieprzyjemny dźwięk.
A dłuższe…
Dziękuję. Wody trochę.
Dłuższe języczki w grzebieniu od spodu były dociążone malutkim ołowianym ciężarkiem, co zarazem wzmacniało dźwięk.
To regulowało tempo jego drgania.
W ten sposób to działało.
W ten sposób, ale też wyposażono te droższe pozytywki w napęd różnych dzwoneczków, gwizdków, ptaszków.
Także nie tylko sam grzebień musiał grać w takiej pozytywce.
Mamy pierwszy komentarz od naszego słuchacza Łukasza, który napisał do nas tak.
Jestem pod wrażeniem Twojej pasji i podziwiam XIX-wieczne umysły.
Bardzo mnie ciekawi, jak docinali, obrabiali i dostrajali te blaszki, żeby to wszystko fajnie grało.
Przecież w tamtych czasach nie było laserów ani komputerów, a takie cuda powstawały. Pozdrawiam.
Po prostu robota zegarmistrzowska.
Skoro potrafiono do ręcznych zegarków docinać takie drobne, małe trybki, to prawdopodobnie radzono sobie z tą technologią.
Strojono na słuch. To byli ludzie bardzo uzdolnieni muzycznie.
Czyli żmudna praca w docinaniu, dopiłowywaniu, dociążaniu tych zębów.
Koronkowa robota.
I prawdopodobnie nie wykonywana przez jedną osobę, a przez jakiś zespół zazwyczaj.
Ktoś musiał to odpowiednio obrabiać, a potem ktoś dostawał to do przesłuchania i do sprawdzenia.
Bo podejrzewam, że bardzo rzadko się zdarzało, że mieliśmy takiego człowieka o wszechstronnych talentach.
No raczej tak. To były manufakturki, warsztaty, a wręcz potem małe fabryczki.
Tych popularnych modeli powstawało kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy na rok, więc jedna osoba raczej nie ogarniałaby skali.
No to prawda. Aczkolwiek to, że była to tak precyzyjna robota, to też dyktowało cenę.
To podejrzewam, że gdzieś tam w XIX wieku i na początku XX, być może jeszcze też, to wcale nie były jakieś takie bardzo tanie urządzenia.
No nie były bardzo tanie, oczywiście.
To zależy też, jaką melodię wygrywały takie pozytywki.
Od długości grzebienia zależało, od liczby melodii,
bo ja powiedziałem, że na takim wałku nie tylko jedną melodię
można było zakodować, ale kilka.
Dwie, cztery, osiem, dwanaście, kilkadziesiąt, kilkaset.
Tak samo liczba tonów, czyli nut na grzebieniu.
Obecne mechanizmy, te proste, to mają od 12 do 18 gdzieś tych zębów w grzebieniu.
Ale droższe miały 24, 36, 50. Ta XIX-wieczna pozytywka jest 50-nutowa, 72, a nawet i 240 ponad.
To może posłuchajmy takiej rzeczywiście pozytywki, która jest bardziej rozbudowana i która potrafi nam zagrać coś nieco bardziej skomplikowanego.
No dobrze, dostanę się tylko do niej. Dobra, czyli po prostu dajemy finał teraz, ale dobra.
Tu mała.
Ostatnio zakupiona to jest pozytywka Thorensa z lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku.
W bardzo ładnym stanie. Taka orzechowa, ciemna, obudowa.
I ona ma akurat dwie melodie.
Dwadzieścia cztery języczki. Wiem, że ją teraz włączam.
Dobra. Czemu nie?
Damy jej teraz spokój. Dwie melodie były.
Tu słyszę taki zgrzyt w trakcie odtwarzania.
Czy to jest jakiś efekt uboczny, czy po prostu to tak miało być?
Prawdopodobnie efekt działania czasu już.
Przy tej starszej usłyszymy niestety efekt też zdegradowania tych tłumików,
które po czasie opadają, wykruszają się.
Jest tam pewien taki nieprzyjemny przydźwięk.
Z tym niestety nie da się nic zrobić.
Obecnie naprawa takiej pozytywki, zwłaszcza bardziej rozbudowanej, może nastręczać trudności.
Dzwoniłem w Krakowie nawet do jednego zakładu,
zegarmistrzowskiego, który szczyci się tym, że jest najstarszy w Krakowie
działający do tej pory, no i nie podjęli się konserwacji
instrumentu, pomimo że zaznaczyłem, że instrument jest sprawny.
Chodziło tylko o konserwację.
Więc trzeba mieć szczęście.
Ale może posłuchajmy tego.
Najstarszego.
Dobrze, ile tutaj go jest?
Tu mam różne pozytywki.
Stare, nowe, kiczowate.
Nie kiczowate.
Ale włączmy.
Tego Thorensa.
Thorens z roku 1910.
Z 1910…
Niestety musi wybrzmieć do końca.
No tak, jak już nakręcimy, to tak.
Jak było słychać, niektóre dźwięki pięknie wybrzmiewały, niektóre były przytłumione, a niektóre wręcz trochę kwiczały.
To kwiczenie to właśnie efekt degradacji tłumików pod zębami.
A jaki charakter mają takie pozytywki? Bo wspomniałeś o tym, że Twoja pierwsza pozytywka to była taka puszka,
przypuszczam, że raczej użytkowa. Tu pokazałeś np. jakiegoś dziadka do orzechów, więc bardziej figurka.
Można powiedzieć, że z jednej strony figurka taka ozdobna, może trochę nawet jakaś zabawka.
A co jeszcze możemy spotkać, jeżeli chodzi o urządzenia właśnie takie grające, mechaniczne?
Wiele rzeczy, wiele rzeczy. No tak jak mówiłeś, zabawki, figurki, ozdoby, rzeczy użytkowe, rzeczy mniej użytkowe.
Rzeczy kiczowate, szkatułki.
Pierwsze co przychodzi nam na myśl to szkatułka.
Jedna drewniana szkatułka.
Dosyć bogato rzeźbiona na bokach.
Tak gra.
Możemy mieć szkatułkę, możemy mieć pudełko skarbów.
Niestety musiałem w czymś pozytywki trzymać.
W pudełku nie byłoby miejsca. Wyciągnąłem.
Kto pali papierosy, może mieć zapalniczkę.
Benzynowa zapalniczka japońska, firmy Sankyo.
Ale to działa na takiej zasadzie, że za każdym razem jak próbujesz zapalić, to gra?
Tak.
Jest i druga.
Gra sporo ciszej.
Jak rozumiem, ten mechanizm nakręcający to jest jakoś połączony z tym mechanizmem zapalającym,
że wciśnięcie tego czy przycisku, czy czegokolwiek krzesającego ogień powoduje nakręcenie tej pozytywki.
Ona się składa z dwóch części wyjmowanych.
Jedna górna część, jakby połowa długości, to jest de facto stricte zapalniczka.
Tam jest zaworek do gazu, wyjmowanie kamienia.
No niestety w zapalniczkach jest taki problem, że z czasem parcieją uszczelki.
No i po czasie zapalniczka taka służy tylko jako pozytywka.
No i po wciśnięciu od dołu wysuwa się bolec, który, przepraszam, uruchamia taką pozytywkę.
No ale to jest mechanizm wielkości połowy paczki zapałek.
Gdzieś tu mam też breloczek.
Więc i melodia skromna.
Więc i melodia skromna.
No to mało słychać coś takiego w tak małej powierzchni.
O, tutaj breloczek.
Proszę do kluczy.
Wielkości połowy paczki zapałek.
Cały metalowy.
Ażurowa obudowa.
Też firma Sankyo, japońska.
A co zrobiłeś, że zagrał?
O, faktycznie, co zrobiłem: jest przesuwka taka mała.
Przesuwam taką przesuwkę w bok, można nakręcić.
Też ma taki malutki kluczyk.
Ot, taki gadżecik, przyjemny.
Rzeczywiście, bardzo pomysłowe i ciekawe rozwiązanie.
Witam nowego gościa, kolekcjonera. Pozdrawiam. Fajnie.
Dziękuję, dziękuję. Mówiłem, szkatułki, zapalniczki, no ale nie tylko były kieszonkowe zapalniczki, były też i stołowe.
Tutaj mam momenciek, pan rycerz. Gdzie jest pan rycerz? O, to takiego fajnego rycerza kiedyś udało mi się dorwać.
I tu mogę powiedzieć, co to jest.
To jest zapalniczka stołowa firmy Kremer & Bayer.
To jest niemiecka firma z lat 50. i 60.
Zapalniczka prawdopodobnie z przełomu lat 50. i 60.
Statuetka, figurka rycerza w pełnej zbroi płytowej.
Z tarczą. Stoi na takim bakelitowym postumencie,
no, w którym jest pozytywka, więc można podnieść.
Odstawiamy.
A sama zapalniczka działa, choć pewnie teraz nie zapali.
To jest zapalniczka benzynowa.
Naciskamy przyłbicę, odskakuje kask.
No i w świecie idealnym powinno się zapalić.
Ale nie będziemy go męczyć, pewnie nie ma benzyny.
Albo taka plastikowa zapalniczka stołowa wiolonczela.
Fajny, twardy, ładny plastik.
To jest chyba chińska produkcja z lat dziewięćdziesiątych.
Takie gadżety lubi…
Dźwięk zdecydowanie nie w wiolonczeli.
No nie, nie, nie, nie.
Raczej nie koresponduje z formą.
No, a mówiłem, szkatułki.
Mogły być też szkatułki w różnych innych kształtach.
Tutaj mi leży…
szkatułka, raczej puzdereczko.
Puzdereczko, dosyć wysokie, to jest drewniany kościół.
To raczej pozytywka przedwojenna.
Nie znam ani producenta, ani kraju, ale podniesie się dach.
No to tak, wcześniej zapaliliśmy papierosa, ale skąd papierosa?
Bo były też również papierośnice.
Niech tylko się do którychś dostanę.
Mam, nawet blisko.
Pozytywka raczej z tych kiczowatych.
To jest radziecka papierośnica.
Plastikowa.
Ale ciekawa, bo przypomina jakby trzy książki
stojące na regale, grzbietami do powiedzmy widza.
Różnokolorowe, jak tam rozpoznawałem, Be My Eyesem.
Czerwony, czarny, zielony.
Można grzbiety odchylić.
To słychać, że produkcja radziecka.
Słychać, słychać.
Piątek przed weekendem pewnie.
Robiona. Albo w poniedziałek po.
Całkiem możliwe.
To faktycznie słychać.
Dobra, drugi kościółek.
Tutaj mi się nawinął pod rękę.
Drewniany.
To jest szwajcarski, też mechanizm Thorensa.
Który oprócz takich… takich, takich rozbudowanych produkował też proste.
No i Ave Maria Schuberta.
Tu dość mocno ten mechanizm słychać też.
No, słychać, słychać. Niestety nie mam możliwości dostępu do niego.
Musiałbym rozwalić po prostu pozytywkę.
Więc tak chyba będzie.
Jak jest w ogóle właśnie z taką naprawialnością tych pozytywek?
Wspomniałeś o tej najstarszej w Twojej kolekcji, że zegarmistrz się nie podjął serwisu tego urządzenia,
ale jeżeli na przykład już mamy jakieś pozytywki w naszej kolekcji, w domu, coś tam sobie pokupowaliśmy,
Czy w ogóle my z tym coś powinniśmy regularnie robić?
Czy w ogóle zazwyczaj jest taka możliwość?
Czy po prostu nie ma w żaden sposób możliwości dostania się do tego mechanizmu jakiejś konserwacji?
Jak to jest?
Trzeba przede wszystkim, po pierwsze, nie przekręcać.
Jak nakręcamy, to nie do oporu maksymalnie.
Tylko jak czujemy, że już sprężyna stawia opór, to nie dociągajmy do końca.
Sprężyna ma swoją wytrzymałość i to jest najczęstsze uszkodzenie.
Jeżeli mamy możliwość dostępu do mechanizmu, no warto go przedmuchać, przeczyścić, naoliwić.
Zwłaszcza punkty, te takie, nie powiem, łożyska, no ale tam gdzie mechanizm chodzi.
Broń Boże, nie grzebień.
To jest jeden z dwóch elementów w pozytywce, których nie należy dotykać.
Nie należy smarować. Wiem, WD-40 to nie jest smar, nie powinno się używać, no ale przy niektórych mechanizmach, zwłaszcza tych takich zapieczonych, no to używam czasami.
Tylko w punktach bardzo oszczędnie i w tych punktach, gdzie następuje tarcie. Zębatki, różne ośki, tam przy sprężynie.
No i daje to jakiś efekt. No potem należałoby faktycznie dosmarować takie miejsca jakimś olejem do maszyn precyzyjnych, do zegarów, czy nawet taki, który dostajemy do maszynek do włosów. To jest olej wazelinowy.
Jak jest w ogóle z dostępem do tego mechanizmu? To jest tak, że im starsza pozytywka, tym większa szansa, że to w ogóle da się cokolwiek z tym zrobić, a im nowsza to niekoniecznie? Czy raczej to nie jest w tę stronę?
Nie ma reguły, nie ma reguły.
Tutaj mam na przykład, znowuż nowe pozytywki, takie małe drewniane pudełeczka z wieczkiem, gdzie po odchyleniu wieczka mamy po prostu mechanizm.
Na widoku można go dotknąć, pomacać, a i uszkodzić. Co to gra?
To jest od towarzyszy z Chińskiej Republiki Ludowej.
Bodajże, pamiętam, chyba na wieczku jest
Marx, Engels i Lenin.
Tutaj druga też z tej serii.
No i Marlon Brando się kłania.
Także nie, nie ma reguły, jeśli chodzi o dostępność do mechanizmu.
Jeżeli da się rozkręcić, to owszem, można.
Jeżeli da się jakoś otworzyć,
to można, tylko tak jak mówię, nie we wszystkich.
Ale pytałeś jakie jeszcze przedmioty…
Zabawki…
Tutaj mam…
Czekaj, czekaj, coś ciekawego.
O, tu jest kolejna zabawka.
To jest taki landszaftcik, plastikowy obrazek.
Też z tych kiczowatych.
Rzeczki, górki, łączki. Nakręca się to za pomocą pociągnięcia sznurka od dołu.
Dostaliśmy w międzyczasie tu pytanie od naszego słuchacza Grzegorza, który napisał do nas tak.
Cześć wam, bardzo ciekawa audycja. A macie jakieś francuskie pozytywki? Byłem kiedyś we Francji i wiem, że tam lubili takie rzeczy.
Francuskie, francuskie… no nie powiedziałbym albo nie wiem.
Tak typowo francuskie to chyba nie mam, albo nie jestem świadom, że któraś jest francuska.
Może właśnie.
Może w ten sposób.
Dobrze, jeszcze mamy tutaj jedną wiadomość, o której już wspominałem od naszego słuchacza, od Kuby,
Witam wszystkich. Nagrywam się tak wcześnie, bo mamy rano, no nieważne. W każdym razie nagrywam się tak wcześnie, dlatego że audycja jest bardzo ciekawa, dzisiaj też o mojej pasji, o pozytywkach.
No i nie mogę właśnie nagrać się w czasie audycji, bo wtedy nie mam czasu,
bo wtedy jestem zajęty. Ale też chciałbym opowiadać o mojej pasji.
Mam też pasję zbierania i słuchania pozytywek.
I mam dużo pozytywek. Mam naprawdę dużo.
Bo właśnie, no wiesz, na Vivaldiego to jest takie fajne pudełko.
Gdzieś… chyba że to ono gra.
I tak dalej.
Jeszcze mam dużo tych pozytywek, te właśnie pudełeczka.
Mam takie nakręcone… nakręcone pudełeczka.
Też mam te na korbkę.
I tak dalej.
Ja pozyskuję pozytywki z Amazon lub z Allegro.
I też chciałbym przy tym poruszyć ważną kwestię,
że na Allegro sprzedawcy nie informują często, jaka to melodia.
I na przykład ja w ten sposób mam 7 pozytywek z melodią Dla Elizy.
Nie tylko na Allegro, też na Amazonie.
Firmy, które specjalizują się w pozytywkach,
to jest Sankyo i Reuge.
Reuge to szwajcarska firma.
Te pozytywki są drogie.
Pozytywki ja mam 18-nutowe,
bo pozytywki są 18-nutowe, 30-nutowe,
mam dwudziestoparonutowe,
72-nutowe, 144-nutowe,
100-nutowe.
Jeszcze są też takie pozytywki na papier, gdzie dziurkujemy nuty.
Po prostu mamy w zestawie dziurkacz i paski i dziurkujemy nuty.
Dla niewidomych jest to nietrudne. Taka pozytywka jest na korbkę.
Też pozytywki można kupić stacjonarnie na pamiątkę, w sensie w sklepach z pamiątkami.
I tak, nie polecam kupować na targach staroci, ponieważ ja kupiłem dwie.
Jedna mi wytrzymała może 2-3 dni, sprężyna pękła, a druga też się zepsuła i tyle jej słyszałem.
No i tak.
Też fajnym miejscem do kupowania pozytywek jest właśnie eBay czy Etsy.
I tak, ja marzę o takiej bardzo dużej pozytywce.
Takiej, która ma 144 nuty na przykład,
która gra Taniec węgierski, i ja dzięki pozytywkom polubiłem muzykę klasyczną, szczerze.
Mam dużo tych pozytywek. Melodie, które mam, to między innymi właśnie Vivaldi, Cztery pory roku,
Sailor Moon, You Are My Sunshine, Dla Elizy, Harry Potter i co tam jeszcze?
Coś tam jeszcze by się znalazło.
Dużo tego naprawdę.
Castle in the Sky, Anastasia.
Dużo generalnie tego, więc tak.
Przepraszam, jeśli za chaotycznie mówię,
ale też zależy mi na tym, żeby opowiedzieć o mojej pasji.
I tak dalej.
A później nie będę miał właśnie możliwości, więc… tak.
Pozytywki to wspaniała rzecz.
I naprawdę zakochałem się w nich. Naprawdę.
Jestem zafiksowany na punkcie pozytywek.
No i jeszcze mam Sonatę Księżycową Beethovena.
Dużo mam tych melodii, naprawdę.
Więc pozdrawiam i uważam, że to jest naprawdę bardzo niedobra praktyka, żeby nie opisywać melodii.
Bo oni tylko opisują: pozytywka, prezent dla przyjaciół, rodziny, na Boże Narodzenie.
Jeszcze mam na przykład pozytywkę urodzinową, z melodią urodzinową.
Jeszcze mam taką kulę szklaną z pozytywką.
No i też znam wiele melodii z pozytywek, zwłaszcza 18-nutowych.
Właściwie najpopularniejsze są właśnie 18-nutowe.
To są małe takie pudełeczka.
No i też uważam, że świetny pomysł na audycję.
Bardzo się zdziwiłem, gdy usłyszałem, że będzie taka audycja,
ale jednocześnie się ucieszyłem, bo wiem, że pozytywki to moja pasja
i że warto się o tym dzielić.
Jeszcze z takich ciekawostek powiem, że jest takie radio Open FM – Pozytywki.
Ja sobie słucham na Open FM.
Jest takie radio, które się nazywa Pozytywki
i tam lecą melodie z pozytywek.
Minus jest taki, że melodie się zapętlają i powtarzają, ale…
Jak ktoś chce posłuchać, to czemu nie?
Dobre do zasypiania i tak dalej.
Więc tak.
No i tyle, nasz słuchacz Kuba.
Tak, też jak widać kolekcjoner,
który całkiem sporo różnych pozytywek ma w swoim arsenale.
No właśnie, Marcinie, to skoro już tutaj Kuba poruszył ten temat kolekcjonowania i pozyskiwania pozytywek, to gdybyś ty mógł podzielić się z naszymi słuchaczami jakimiś radami też od siebie.
Gdzie w ogóle takie urządzenia pozyskiwać? Na co warto zwracać uwagę? No i jak w ogóle tego szukać?
No tak zależy też, co będziemy chcieli zbierać, jakie pozytywki.
No ja na początku zbierałem wszystko jak leci, stąd ta kolekcja jest od kiczu po antyki.
Możemy na przykład w miejscowościach turystycznych zbierać tego typu właśnie małe pudełeczka.
Też by to fajnie było, jakby ktoś miał kilkanaście, kilkadziesiąt tych pudełeczek.
Tu gdzieś mam jeszcze trzecie.
Jest papierowe z Disneylandu.
O, i ono brzmi troszeczkę inaczej niż te pozostałe.
Tak aksamitnie, tak delikatnie.
Dlatego że jego budowa to jest grubszy karton zafoliowany.
Nie ma mocy takiego rezonansu.
No i pewnie też sam mechanizm jest jakoś inny.
No nie mam do niego dostępu, gdyż musiałbym rozrywać obudowę.
No ale delikatne, delikatne bardzo brzmienie.
No dobra, omówiliśmy sklepy pamiątkowe.
Sklepy spożywcze, jak ktoś chce właśnie takie puszki po ciastkach w okolicach świąt,
ale nie tylko, pojawiają się czekoladki, bombonierki, ciastka, herbaty.
Ogólnie metalowe pojemniki z mechanizmem.
Gdzieś tutaj miałem o ciasteczkach.
Przepraszam, musiałem wstać.
Ale mamy.
Mamy Mozarta.
Te czekoladki są tylko wspomnieniem, ale puszka została.
I melodia również.
I melodia również.
Możemy kupować nowe.
Tak jak te świąteczne, jak ten dziadek do orzechów.
Jak kula świąteczna.
Gdzieś tutaj leży, może nie będziemy puszczać.
No ale możemy kupować też używane. Starsze, nowsze.
Tutaj słuchacz wspomniał o targu staroci.
Wydaje mi się, że to po prostu był…
Na dwoje babka wróżyła.
Targ staroci, możemy dorwać coś taniego, dobrego.
No może coś w złym stanie.
A tutaj mamy kulę, tak?
No to kula.
Mamy kulę ponownie.
Kula świąteczna, czyli szklana kula.
W środku jakiś płyn.
Płatki śniegu wirujące.
Domki, choinki.
Co ciekawe, kupiona w Biedronce.
Mówiłem, że i tam się czasem trafiają.
Ale mówiłem o używanych.
Ja dużo kupuję na OLX-ie, na Allegro.
Zdarzały mi się też pozytywki z eBaya z zagranicy.
Właśnie tam te Thorensy, te 24-nutowe i te najstarsze,
to były ściągane z zagranicy.
Ale też, co miałem powiedzieć, eBay, OLX, Allegro, no tyle.
Aha, jeszcze dużo pozytywek mam z brytyjskich second-handów.
Tam moja ciocia mieszkała, no i od czasu do czasu, jak udało jej się coś kupić, to dostawałem je w prezencie.
A co z chińską myślą technologiczną?
Masz jakieś doświadczenia z jakimiś właśnie takimi portalami typu AliExpress i podobnymi?
Chińska myśl technologiczna to są właśnie te drewniane pudełeczka.
To jest właśnie ten dziadek do orzechów.
Jak słuchacz wspomniał, że właśnie ci sprzedawcy na Allegro nie podają nazwy melodii w pozytywkach,
no trochę się nie dziwię, bo to są sprzedawcy, u których te pozytywki to jest mały procent.
To jeden z wielu towarów z tej całej chińszczyzny, którą oferują. Oni dostają pewnie pół kontenera takiej masówki chińskiej i sami pewnie nie wiedzą. Sztuka to sztuka. Pozytywka breloczek, pozytywka pudełko, pozytywka figurka.
Gra, gra?
Gra, gra. Ciężko się dopytać. To prosić o informacje. Sami pewnie nie wiedzą. Sztuka to sztuka.
Na Allegro, Allegro Lokalnie czy OLX-ie istnieje jeszcze jednak możliwość
poproszenia sprzedającego o wysłanie krótkiej melodii, jak dana pozytywka gra.
Więc tu mamy taką możliwość zapoznania się przed zakupem na ucho i ze stanem, i z melodią.
Więc też polecam takie postępowanie. Napisać po prostu w formularzu OLX,
poprosić o wysłanie próbki, nagrania.
Zawsze da to jakiś obraz.
Raczej chętnie. Jak chcą sprzedać, to…
To wyślą.
Jasne. Widzę, że mamy komentarz i to mamy nawet kilka tych komentarzy.
Dobrze, to zaczniemy od wiadomości głosowej, bo pierwsza to jest wiadomość głosowa.
Kornelia się do nas odezwała.
Nagrywanie zablokowane.
No ja generalnie też mam jakąś pozytywkę, szczerze, to jest jakaś szkatułka,
nie mam kompletnie pojęcia skąd, jakiej to jest firmy,
nie wiem, co to za melodia, więc właśnie mogę nagrać po prostu.
To jest taka szkatułka, tam w środku jak ją się właśnie otwiera, to zaczyna grać i jeszcze tam się obraca taka baletnica.
To jest taka szkatułka chyba, no z czego ona jest zrobiona, to na pewno nie jest drewniana.
No i generalnie w środku ta pozytywka jest taka plastikowa, można by powiedzieć o niej.
No i generalnie też nie wiem, co to jest.
Właściwie też miałam zamiar ją sprzedać. Nie wiem, czy ktoś by był zainteresowany.
To też, że tak powiem, mogłabym, bo mi nie jest potrzebna.
I tyle wiadomości głosowej od naszej słuchaczki. I jeszcze mamy wiadomość tekstową.
Mariusz do nas napisał. A Mariusz napisał do nas tak.
Chodziłem do szkoły w Laskach dla słabowidzących i niewidomych.
W szkole, w klasie mieliśmy pozytywkę na płyty. Nie pamiętam firmy, jakiej była marki, ale miała dużo melodii.
Można było zmienić w niej płytę. Wyglądała jak stary mini-gramofon.
No, czyli to jest to, o czym ty, Marcinie, mówiłeś.
I tak zwany polifon. Tak jak każda kopiarka nazywa się ksero, to każda pozytywka płytowa nazywana była polifonem.
Polyphon to największa firma z Lipska produkująca tego rodzaju pozytywki płytowe.
Piękna rzecz.
Co do słuchaczki: Jezioro łabędzie. Zastanawia mnie, jak puściła swoją pozytywkę,
bo tu też mam szkatułkę z Jeziorem łabędzim.
I pozdrawiam, Michale.
I niby te same melodie, ale jak różni wytwórcy aranżują te melodie.
Różni się, prawda?
Nawet na moje ucho się różni.
Także taka ciekawostka.
Ruszyłeś się? Czyżbyś jeszcze coś tam miał ze swojej kolekcji ciekawego?
Pełno, pełno. Teraz zastanawiam się, od czego tu jeszcze zacząć.
No mówisz, szkatułki też, pudełka na biżuterię, ozdoby.
Pudełka na biżuterię, tu mamy na przykład…
Ale zresztą, dlaczego mamy teraz się zajmować biżuterią?
Jak ktoś szedł w gości, mógł wziąć karafkę z czymś w środku.
Jest zielona butelka w miedzianej obudowie i to wygląda trochę jak lampa naftowa, ale po podniesieniu…
Nie dość, że smacznie, to jeszcze mogło zagrać.
Nie wiem, dlaczego mi się to kojarzy z polskim weselem.
No właśnie!
Ja może nie wrócę na miejsce, tylko po prostu obejdę ten stół.
Jak mnie tutaj słychać?
Ozdoby mówiłem. To jest plastikowy sześcian przezroczysty z jakimś kwiatkiem w środku.
Może mieć Love Story.
Pudełeczko tutaj. Dobra, napiliśmy się z buteleczki, więc gdzieś tu jest coś z kufrem.
Muszę ostrożnie, żeby katastrofy nie było.
No i jest kufel.
Swoją drogą zastanawiam się, na ile te mechanizmy w takich właśnie pozytywkach,
tak jak ta kula, jak karafka, czy jak właśnie teraz kufel, który masz,
są zabezpieczone przed ewentualnym zalaniem i korozją.
No nie są zabezpieczone.
O ile płyn jest tylko w środku, to nie mam dostępu do mechanizmu,
to raczej mycie ręczne czy w zmywarce takiego kufla nie będzie polecane.
Piękne, mroczne, do jakiegoś teatru.
Tu mi się nasunęło. Mówiłem o pojemnikach na biżuterię.
Tutaj są dwa z NRD pochodzące prawdopodobnie.
Jak jeszcze nie wspomniałem: pozytywki również umieszczano w zegarkach mechanicznych.
Zamiast kurantów mogły być w kukułkach, zegarach kwadransowych.
Tutaj mamy zegary, niestety kwarcowe.
Ale całość pozytywki to jest jakby kombo zegarka, szkatułki na biżuterię i mechanizmu grającego.
Średniej jakości jak słychać.
Ale sztuka to sztuka.
Tak jest.
Tu kolejny, tym razem domek, wiatrak holenderski, też plastik.
Nie nakręcam tak mocno, gdyż grałoby i grało.
Tutaj kolejna szkatułka, taka diorama jakby, młyn wodny szwajcarski.
To jest chyba właśnie tak jak słuchacz wspomniał o firmie Reuge.
Firma Reuge produkuje do tej pory, bo istnieje, i luksusowe pozytywki
oraz proste mechanizmy tego typu przedmiotów.
Mamy młyn wodny, rzeczka, koło młyńskie jest jakby kluczykiem,
i po otwarciu…
To też jest pojemnik na biżuterię.
Sporo tych pozytywek. Mam wrażenie, że działa też tak, że można je wcześniej nakręcić,
a dopiero potem np. odemknąć jakieś wieczko i ten mechanizm wtedy jest aktywowany.
Czyli można taką jakby uzbroić na zaś.
Tak, tak, tak, zwłaszcza te z wieczkiem odchylanym albo te, które możemy podnieść,
Jak te karafki, jak młynek do pieprzu, bo i taki mam.
Tylko półtorej sekundy daj, aż go znajdę.
Więc przedmiot użytkowy, młynek do pieprzu.
Tu nie, tu nie, tu figurka.
Jest i młynek do pieprzu.
Ceramiczny, metalowy, działa, sprawdzałem, pieprzu nie ma w środku.
To jakby nie jest łączne kręcenie i mielenie z odgrywaniem tej melodii.
Nie, nie, nie. Po podniesieniu wystaje od spodu taki trzpień, który po położeniu przedmiotu blokuje pozytywkę w środku.
Ale mówiliśmy o przedmiotach użytkowych, jak takie młynki, jak zapalniczki,
ale są też typowo ozdobne, jak figurki, figurka kolibra na gałęzi, porcelanowa.
Ta sama melodia z musicalu Koty, ale ładniejsza.
Z figurek tutaj jeszcze, o.
Tu mamy coś, powiew pseudoprzepychu.
Jajko Fabergé, oczywiście nie złote, tylko z jakiegoś metalu ze stopu.
Na dole, pierwsza jakby dolna połówka porcelanowa, górna uchylana, ażurowa.
No i Chopin.
I to brzmienie też się tak wyróżnia w dosyć ładny sposób.
Tak podobnie jak ta pozytywka z Disneylandu. Nie jest takie ostre.
Nie, jest takie głębokie, takie… w niskie tony jakby uderza.
Kolejna figurka.
Pana z panią.
Pan bodajże czyta książkę pani.
No, musi się.
Muszą się naczytać.
Muszą się naczytać.
No, jakby pan posiadał lutnię, to mógłby zagrać.
Tu mam lutnię też, taką drewniano-plastikową.
Niech tam gra, ja tu nakręcę.
To jest to, co mówiłem. Niektóre mechanizmy spokojne tempo oferują,
ale mam wrażenie, że to jest też kwestia niedosmarowania.
Gdyby był dostęp do mechanizmu, pewnie grałoby to inaczej. Szybciej, żwawiej.
No tak, i też oprócz tego, że jest ta powolność, to czasem mam wrażenie, że jest nierówna.
Nierówno te dźwięki się odgrywają i to też może być coś na rzeczy z mechanizmem.
No niektóre tak. Żeby pozytywka równo grała,
oprócz sprężyny, przekładni, bębna, tego grzebienia, ma tzw. regulator obrotów.
To jest albo metalowy wiatraczyk, który się obraca, kręci, albo takie gumowe ciężarki,
które stabilizują po prostu obroty w jakimś tam oczywiście zakresie napięcia sprężyny.
W cudów nie wymagajmy, ale…
O, tu mam też szkatułkę.
I tu będzie właśnie ładnie słychać ten regulator obrotu.
Zacznie startować, to słuchaj…
Jak silnik elektryczny.
No właśnie takie moje skojarzenie, bo jakby po prostu jakiś mały elektryczny silniczek.
No tak, a tu po prostu obraca się śmigiełko,
no i taki to mechanizm jest stabilizatorem obrotów.
Gdzie ja mu ułożę teraz?
Ułożę…
No naprawdę, do wielu, wielu ciekawych rzeczy pakowano te pozytywki.
W XIX wieku różne laski, tabakierki, nawet i pierścionki podobno.
Z mechanizmem pozytywki.
No to rzeczywiście, no w pierścionku to ten mechanizm.
Ten mechanizm to naprawdę musiał być mikroskopijny, albo pierścionek bardzo duży.
Albo pierścionek bardzo duży na bardzo duże ręce, dłonie.
Może jakaś bransoletka też na przykład?
No na pewno.
Więcej sensu by miało.
Albumu fotograficznego nawet nie mam.
Chciałbym mieć, ale były albumy fotograficzne z mechanizmem pozytywki,
bo można było zdjęcia oglądać z melodyjką.
Współczesna zabawka, materiałowy arlekin, kiwający główką.
Raczej dziecięca zabawka, ale ładny.
Jeszcze jeden kufel. Tym razem to jest raczej ozdoba, gdyż jest tak wąski.
Kufel z takim deklem tak zwanym. Niestety nie do użytku.
Ona ma mechanizm pozytywki w bardzo złym stanie niestety.
Niestety sobie będzie tutaj plunkał.
Ten mechanizm chyba też już trochę nadgryziony zębem czasu.
No tak, tak, tak.
I rdza, i wyschnięty, więc niestety…
No i jest, no cóż, dziadek, stary kufel.
Mieliśmy te pozytywki na korbkę.
Mam też szkatułkę, jakby wóz, taki cyrkowy, teatralny.
Scena jakby na froncie.
Góra uchylana. Jest też, nie wiem, na jakieś cygaro, może pudełko.
Natomiast napęd jest na korbkę.
To mnie ciekawi, bo to jest korbka i w zależności…
Tutaj nie ma znaczenia, w którą stronę kręcę.
Zawsze tak samo gra, więc mogę…
machać na boki i gra.
Jakaś sprytna przekładnia prawdopodobnie.
Ale żeby grało, to jak rozumiem cały czas musisz machać tą korbką.
Tak, tak, korbka.
Bez sprężyny.
Taka katarynka jakby.
To z takich ciekawszych…
Właśnie, wspomniałeś o katarynce. Czy katarynka to było urządzenie, które działało na podobnej zasadzie właśnie co pozytywka?
Nie, nie, nie. Katarynka to jest urządzenie działające na zasadzie jak organy kościelne.
Rząd piszczałek, miech, napędzany korbą, wiatrownica, która wyrównywała ciśnienie,
kanały z klapkami, a klapki były uchylane na początku właśnie albo przez taki walec z wypustkami,
albo przez papierową taśmę. Papierowa taśma z dziurkowanymi otworami.
I w tych właśnie dziurkach, te właśnie otworki albo pozwalały temu powietrzu z wiatrownicy
płynąć do piszczałki, no albo uchylały te zaworki.
Ale zasada tego kodowania melodii też tam obowiązywała, tak?
Tak, tak, tak, tak, tak.
Wszystko to były po odpowiedniej odległości, odpowiednia ilość
czy tam otworków, czy pinów na walcu.
Takie analogowe kodowanie.
Czy mogę to do MIDI porównać? Jak sądzisz?
Wiesz co? Coś w tym może i by było. Oczywiście wiadomo, że MIDI gdzieś tam zdecydowanie więcej tych różnych rzeczy potrafi zapisać.
Natomiast ja bym to nawet porównał do tego, jak tworzono pierwsze nośniki danych do komputerów, do tych wielkich, w latach, powiedzmy, od czterdziestych w górę.
Tam przecież też mieliśmy na przykład karty perforowane.
Mhm.
I tam też się zapisywało różnego rodzaju informacje.
No to tak.
Czyli XIX-wieczny mini komputer grający.
Otóż.
Gdybyśmy nie poszli w elektronikę, poszlibyśmy w mechanikę.
Ciekawy by świat wyglądał.
No pewnie tak, ale raczej w funkcji takiej funkcjonalności jak taki breloczek do kluczy.
Czyli prosta melodyjka i nic więcej.
Właśnie do takich małych instrumentów można było pchać wałek z dwoma, czterema melodiami.
Znając pewnie kunszt tych zegarmistrzów, na pewno próbowali i to z pozytywnym skutkiem.
To Marcinie, wspomniałeś o tym, że masz różne pozytywki w swojej kolekcji, ale chciałbym zapytać, tak jak tutaj nasz słuchacz powiedział, co mu się marzy, czy ty masz jeszcze jakieś takie marzenie o jakimś konkretnym urządzeniu, którego ci brakuje? Coś chciałbyś jeszcze do tej kolekcji dorzucić?
No to po pierwsze marzenie więcej miejsca na pozytywki.
A już tak mówiąc serio, no właśnie pozytywkę płytową.
Typu właśnie Polyphon, jakiś Orphenion czy jakieś mniejsze Kalliope.
Już wspominałem, to są te najbardziej topowe firmy niemieckie,
tworzące pozytywki talerzowe.
No albo taką właśnie na większą ilość melodii lub nut.
No tak, bo to rzeczywiście wtedy im więcej tych nut, no to tym bogatszą melodię albo melodię w liczbie mnogiej udałoby się odegrać za pomocą takiego urządzenia.
No okej, to czy jeszcze coś chciałbyś nam zaprezentować? Masz tam jeszcze coś ciekawego w kolekcji?
Pewnie mamy.
Dostanę się tylko do tego.
Ale omówiliśmy różne zabawki.
Drewniana karuzela.
Nakręcona.
Nie gra może pięknie, ale ciekawostka śmieszna.
Cały czas myślałem, że ona jest plastikowa.
No, jakiś plastikowy, powiedzmy, ma taki troszkę plastikowy charakter.
Wczoraj ją wyjąłem, żeby przetrzeć.
Drapię paznokciem, stuka. Nie, ona jest cała drewniana, tylko mocno polakierowana.
Jak rozumiem, ta karuzela, w momencie kiedy odgrywana została melodia, to się też obracała, tak?
Tak, tak, tak. Cała karuzela jest jednym wielkim kluczykiem.
Po nakręceniu obraca się.
Tak samo tutaj mam młyn, wiatrak holenderski.
Podstawa wiatraka jest porcelanowa.
Ma również śmigła.
Wiatraka.
Śmigła po nakręceniu.
Też się obracają.
Powoli, ale się obracają.
Sobie wyobrażam ozdobę raczej z jakiejś takiej kuchni z lat 60.
Wtedy takie porcelany były modne.
Co tu jeszcze?
Tutaj nic.
Tutaj było.
Młynek… chwilkę.
Poszukam tak delikatnie.
O, można domek.
Domek szwajcarski, dachówki, gzymsiki, okiennice, schodki, poręcze.
Tak, powiedzmy, sensorycznie dosyć bogata szkatułka.
A i melodia ciekawa.
Melodia ciekawa i też właśnie w pozytywkach to może być interesujące, że one z jednej strony potrafią grać, więc cieszyć ucho, ale jeżeli są w odpowiednio fajny sposób wykonane, to po prostu też dla nas mogą być zwyczajnie takie przyjemne do oglądania.
Oczywiście, oczywiście. Zbieram pozytywki przede wszystkim pod kątem melodii, ale też pod kątem formy.
Jak mam niektóre powtarzające się melodie, no coś z tego.
Na przykład tutaj mam kufel cynowy z herbem Habsburgów, z deklem.
Ale to nie jest kufel, gdyż dekiel nie odchyla się na boki, tylko idzie do góry.
I wyskakują takie widełki na papierosy, które promieniście rozkładają się po obwodzie kufla na zewnątrz.
To jest papierośnica.
Kiedyś mieliśmy bardziej liberalny stosunek do palenia tytoniu, więc takie przedmioty.
Więc tych papierośnic to naprawdę całkiem sporo.
No czekaj, gdzieś tu jest trzecie.
Właśnie też Reuge’a chyba.
Płaska metalowa, góra kryta jakąś skórą czerwoną.
Motyw Larry’a.
I plastik. Plastik króluje nam w obecnych wyrobach.
No ale jak jest plastik dobrej jakości…
Mieliśmy tę melodię z papierośnicy,
ale przejdźmy do jakiejś sztuki.
Gdzieś tu jest fortepian.
No chodź, chodź, chodź.
Szkatułka też na biżuterię,
ale fortepian, odchylana klawiatura,
miejsca na jakiś łańcuszek,
odchylana klapa.
I tu element wizualny, po otwarciu wyskakuje taka malutka baletnica obracająca się wokół własnej osi.
To ja kiedyś widziałem taką właśnie pozytywkę, dosyć ciekawą, też właśnie z baletnicą obracającą się wokół własnej osi,
i chyba nawet nie tyle obracającą się wokół własnej osi, co zataczającą okręgi po tafli mechanizmu tej pozytywki.
Tam było to zrobione akurat w bardzo sprytny sposób,
bo baletnica miała swoje miejsce, że trzeba było ją na tafli tej pozytywki jakby postawić po otwarciu klapki,
a tam po prostu był magnes. U góry był magnes jakby w nóżce tej baletnicy
i jakby od spodu w pozytywce jako takiej. No i po prostu na zasadzie odpychania się biegunów magnetycznych, po prostu ta baletnica po okręgu była przesuwana.
Także też i tego typu technologie stosowano.
Aż się dziwię, że tylko Bradley tego nie zrobił. Prawda? Te zegarki magnetyczne z tymi kulkami też działają na tej zasadzie.
Dobra, mieliśmy… Coś miałem powiedzieć, ale zaraz mi pewnie pamięć wróci.
Mieliśmy i fortepian. No to chyba tyle z takich tutaj ciekawszych.
Tu jeszcze widzę wiadomość od naszego słuchacza Sylwestra.
Sylwester napisał, że to trzeba pomyśleć o przyjeździe do Niemiec czy Francji, bo to najbliżsi sąsiedzi.
No, czyli zakładam, że Sylwester sugeruje jakąś wycieczkę taką, żeby tam pozyskać różnego rodzaju urządzenia.
No z Niemiec to masz, ale do Francji to rzeczywiście może jakbyś się wybrał, to byś to i owo mógł tam pozyskać z takich regionalnych wyrobów.
No pewnie tak. Ja myślę, że tak jak mówiłem, na eBayu kupiłem jedną właśnie w Niemczech, jedną w Anglii.
Taką teorię mam, że zachodnie społeczeństwo jednak bogatsze od nas mogło sobie pozwolić na tego typu przedmioty zbytku wtedy.
Stąd ich większa obecność na rynku.
No to prawda. Aczkolwiek elementy sztuki wschodniej też słyszeliśmy dziś.
O tak, tak. Jeszcze tu mi pod rękę malutkie takie pudełeczko.
Może na 1-2 pierścionki. Tym razem to jest metaloplastyka.
Jakiś taki kuferek w stylu, powiedziałbym, Ludwik XVI.
Też sensorycznie bogaty. Góra porcelanowa.
Boki i dół odlane z jednego kawałka jakiegoś, no pewnie stopu.
Jakiś znal czy coś.
Otwieramy…
Nakręcę trochę…
Taki gadżecik.
A o jakichś typowo polskich produktach coś wiesz?
Jeżeli chodzi o pozytywki?
Żeby były w Polsce wykonywane, to nie wiem.
No to nie znam.
Chyba na AliExpressie była pozytywka z Mazurkiem Dąbrowskiego.
No proszę.
Ktoś u nas w kraju, nie mówię nawet, że teraz, ale kiedyś zajmował się wytwarzaniem pozytywek, czy jakoś ominęła nas ta sztuka?
Chyba nas ominęła, przynajmniej nic nie słyszałem. Wiem, że czytałem, że w Czechach w Pradze też był jeden wytwórca w XIX wieku pozytywek.
Podobno dosyć ceniony, bardzo luksusowy.
Następnie, mówiłem. Fortepian, kolejny. Plastik.
Jest różowy, plastikowy, tak jak mówię, zbierałem pozytywki od Sasa do Lasa.
Każda po prostu… no to jest gatunek kiczu.
Różowy plastik to…
Tak, różowy plastik, to nie może być nic z pałacu.
Ale zagrało nawet całkiem znośnie.
No nawet, pomimo rozstrojenia, to nawet ciekawa melodia.
Tak jest.
Okej, to w takim razie, po wysłuchaniu tych melodii pozytywek, czy coś jeszcze warto podpowiedzieć naszym słuchaczom,
którzy być może gdzieś tam dopiero, słuchając tej audycji,
zaciekawili się tematem kolekcjonowania?
No wspomniałeś już o miejscach, skąd można by było
takie pozytywki pozyskiwać, a może o czymś jeszcze warto wiedzieć?
O czym jeszcze warto wiedzieć?
No jedna rzecz mi przychodzi na myśl, jeżeli kupujemy taką pozytywkę,
przykładowo chcielibyśmy coś już ciekawszego, starszego.
Nie ładujmy się w uszkodzone. Nie ładujmy się w jakieś teksty typu
brakuje zębów w grzebieniu, na przykład w polifonie czy coś.
Kilka ofert takich polifonów widziałem, nawet w Polsce.
Nawet cena byłaby akceptowalna, natomiast w opisie: jeden ząb, dwa zęby, grzebień do rekonstrukcji. To jest nie do zrobienia.
A jeszcze przez nas to już… to już w ogóle.
O ile jeszcze na przykład gra i wolno gra, no to można tam domniemywać,
że to jest kwestia wyschniętych smarów. Z tym sobie jeszcze poradzimy.
Ale inne, poważniejsze uszkodzenia to może zostawmy komu innemu.
Bo też taka prawda, tak jak śledzę ten OLX czy Allegro,
Ludzie czasami nie wiedzą, ile chcą wziąć. Wydaje im się, że mają nie wiadomo jaki antyk, a po, nie wiem, opisaniu zdjęcia czy zorientowaniu się, jaki to jest przedmiot, to nie, nie, nie, nie macie antyku, macie masówkę, do tego zepsutą.
No właśnie, a skoro już mówimy też o cenach, to jak sprawa wygląda, jeżeli o ten aspekt chodzi, jeżeli załóżmy, no celujemy w jakieś takie starsze i ładniejsze rzeczy,
bo podejrzewam, że taką masówkę plastikową made in China to możemy mieć za kilkanaście, kilkadziesiąt złotych, natomiast jeżeli celujemy już w coś, powiedziałbym, bardziej estetycznego,
No to z jakimi kosztami musimy się liczyć?
Oj, to zależy. Zależy, czy to jest okazja, jak to, co jest.
Od kilku złotych… Boże, złotych, to by było dobrze.
Kilkuset złotych, nawet do tych bardziej rozbudowanych, mówię, pozytywki kilkumelodyjne.
Nie to, co mam. Tu się ceny zaczynają od tysiąca, dwóch tysięcy w górę.
Ile ci się najwięcej zdarzyło wydać?
Na tego Thorensa 50-nutowego, łącznie z cłem, przesyłką, to było 560.
Więc uważam, że jak na tej klasy pozytywkę, to mimo wszystko nie było nie wiadomo jak drogo. Też ona obudowy nie ma w najlepszym stanie.
No ale gra. Grzebień ma cały.
Na to najbardziej liczyłem.
Zwracałem uwagę, że był grzebień cały.
Poprosiłem sprzedawcę, żeby wysłał dokładny filmik.
Jak dana pozytywka gra.
Przesłuchałem, stwierdziłem, że OK, idę w to.
No i jest.
No ale tak jak mówię, to zależy, czy jest okazja, zależy pewnie też co.
100, 200, 300, to takie jakieś szkatułki, jakieś zapalniczki.
Wiesz, też nie chodzi o to, żeby wydawać nie wiadomo jakie pieniądze.
Człowiek szuka jakiejś okazji, liczy te grosze,
czy to się opłaca, czy nie?
Też jest taka prawda, że czasem można trafić na okazję po prostu wynikającą z niewiedzy sprzedającego.
Bo może się okazać, że ktoś po prostu: a mam tutaj jakąś pozytywkę, leży na strychu po dziadku czy pradziadku.
W sumie no sprzedam za tam nie wiem kilkadziesiąt złotych albo za stówkę, żeby się tego pozbyć.
A tu nagle się okazuje, że wpada nam w ręce coś ciekawego.
Też może być oczywiście w drugą stronę, tak jak powiedziałeś.
Ktoś uważa, że ma nie wiadomo jaki antyk, a to się nagle okazuje, że to do antyku to jeszcze temu bardzo, bardzo daleko.
Mhm. Też nie wszystko, co stare, jest automatycznie nie wiadomo jak warte.
Jest wartość materialna i sentymentalna też.
Ktoś ma, powiedzmy, pamiątkę rodzinną.
Przecież nie wiem, czy by się pozbywał pamiątki rodzinnej, ale załóżmy, że tak.
No i co, nadaje cenę, tylko… no, tylko właśnie… nieadekwatną.
No, to prawda, to prawda. No okej, myślę, że tak naprawdę powiedzieliśmy chyba o wszystkim,
co warto by było wiedzieć a propos kolekcjonowania pozytywek.
Posłuchaliśmy też wielu egzemplarzy z Twojej kolekcji.
To tak powoli zbliżając się do końca naszej audycji to zapytam,
czy posłuchamy czegoś jeszcze?
Na pewno tak. Posłuchamy czegoś jeszcze.
Tylko muszę się do tego dostać.
No to ja jeszcze zaglądam do waszych wiadomości.
Tu jeszcze Sylwester do nas napisał.
Wiadomo, ludzie czasami wyrzucają, a ktoś to zbiera.
Szkoda, żeby się to miało zmarnować.
Na zachodzie jest tego więcej, na wschodzie mniej i trudniej.
Tu się zgadzam, tu się zgadzam.
Przepraszam, tutaj chyba ten kąt szafy żeśmy cały odsłuchali.
Tutaj chyba dalej…
No wiesz co, ja po prostu nakręcę jeszcze raz tam 50-nutową.
Okej.
Nastrojowo się zrobiło.
Rzadko w naszej audycji możemy powiedzieć, że i pogadaliśmy, i pograliśmy.
Czy tam posłuchaliśmy.
Tak jest.
To jest automatyczny mój instrument muzyczny.
Aczkolwiek nakręcić trzeba.
Aczkolwiek tak. Bardzo demokratyczny instrument muzyczny. Każdy może na nim grać.
No i przestaje.
I przestała. I my też kończymy naszą dzisiejszą audycję.
Marcin Mól opowiadał o różnych pozytywkach ze swojej kolekcji i o tym też, jak te urządzenia w ogóle działają.
Dzięki, Marcinie, za udział w dzisiejszej audycji.
Bardzo mi było miło.
Pozdrawiam wszystkich słuchaczy.
I ja również dziękuję za uwagę, Michał Dziwisz.
Kłaniam się do następnego spotkania na antenie Tyflo Radia.
Był to TyfloPodcast.
Pierwszy polski podcast dla niewidomych i słabowidzących.
Program współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.